wtorek, 9 czerwca 2015

Nie wiem, co odpowiedzieć

Ostatnio mam problem z odpowiedzią na pytanie: "Co u Ciebie słychać?" Najpierw przez moją głowę przemyka milion pięćset sto dziewięćset małych, codziennych wydarzeń; uczuć, wzruszeń, odkryć i przemian. Ale gdy wyciągam je na powierzchnię i konfrontuję z tym, co usłyszałam przed chwilą od Ciebie, wiesz: wyjazdy krajowe i zagraniczne, studia i kursy, konferencje, podyplomówki..., czuję, że w zasadzie, to u mnie nic z tych rzeczy...

Mówię więc: "po staremu".

Właściwie od ślubu i znalezienia pracy tak "na zewnątrz" nie dzieje się żadna rewolucja. Mieszkamy tam, gdzie mieszkamy, wciąż jesteśmy małżeństwem:), jedziemy na takie sobie zwykłe wakacje, nie dokonujemy jakiś wielkich zakupów, w rodzinie nikt nie choruje ani się nie żeni... "Szarość dnia codziennego", którą się nie wiedzieć kiedy zaakceptowało.

Ale tak naprawdę - nie pamiętam wcześniej innego czasu, w którym zmieniłoby się tak wiele - we mnie; w moim patrzeniu na siebie, na świat, na Boga - w dobrą stronę.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Ludzie z cieniem

Mam takiego znajomego, z którym zawsze, gdy idziemy ulicą, idziemy cieniem. Dzieje się to bez względu na temperaturę, on nie ma alergii ani żadnej choroby - po prostu tak lubi. To trochę dziwne i nieracjonalne, więc miałam ochotę z nim pogadać. Wiecie, jak to psycholog: "a dlaczego źle się czujesz w słońcu? Myślisz, że jesteś bardziej widoczny? Odsłonięty?" ale... jak zaczęłam myśleć... zauważyłam baardzo dużo "lubienia cienia" u moich znajomych i... hmmm... u siebie też.

Nieracjonalne i dziwne zwyczaje. Jakie "cienie" u ludzi spotkałam?
- chowanie wszystkiego w pudełkach,
- złe samopoczucie - bo jest porządek:),
- kupowanie ZAWSZE biletów papierowych (choć można mieć miesięczny:)),
- spanie w szaliku,
- wydawanie okrzyków radości w zjeżdżalniach w Aquaparku,
- czytanie każdej książki zawsze do końca,
- zakraplanie nosa przed spaniem okrągły rok,
- witanie się z przyjaciółką słowami: "jedzie ci z gęby",
- dostawanie histerii na widok szklanki z płynem obok laptopa,
- zawieszanie się przed odpowiedzią,
- mycie naczyń jedynie za pomocą płynu i rąk,
- nadużywanie słowa: "naprawdę" lub "nie czaisz tego?"
- mycie zębów 7. razy na dzień,
- sprzeciw wobec malowania się do kościoła,
- liczenie przed spaniem marchewek na grządce,
- przecedzanie rosołu przez sitko i jedzenie tylko tego, co przeleci,
- robienie skłonów w przód na przystanku.

A Ty jaki masz "cień"? 

wtorek, 26 maja 2015

Dla Mamy:)

Mamo, wiem, że jesteś przeciwna internetowemu ekshibicjonizmowi życiowemu, ale wierzę, że zrozumiesz moje intencje, bo mam Ci do powiedzenia coś ważnego i chciałabym, żeby "świat" o tym wiedział:)

JESTEŚ WSPANIAŁĄ OSOBĄ 
I BARDZO CIĘ KOCHAM


"Bóg nie jest nacjonalistą!"

"Historia Noemi i Rut* to opowieść o losach cudzoziemek.
Wszyscy jesteśmy cudzoziemcami - to lapidarne stwierdzenie nieustannie pojawia się w Piśmie Świętym.
Objęcie przybysza ochroną to jeden z najważniejszych obowiązków pobożnego Żyda, a odrzucenie cudzoziemca uważane jest za osobistą obrazę Boga. 
Pismo Święte oczywiście przesiąknięte jest kulturą żydowską i w nieunikniony sposób prezentuje także pewne postawy nacjonalistyczne i ksenofobiczne. Przekazuje też jednak zasadę, która nie straciła na aktualności: nie ma na świecie miejsca, które nie należałoby do Boga, a człowiek więcej jest wart niż wszystkie ziemie świata. (...)

Szacunek, jakim Booz darzy Rut, wyraża pewną ogólną zasadę: to czyny, a nie pochodzenie decydują o dobroci danego człowieka. (...)
Noemi jest biedną wdową, ale mimo swojej życiowej sytuacji cieszy się szacunkiem. 
Rut jest cudzoziemką, ale jej życzliwość, poszanowanie dla zwyczajów kraju, który ją przyjął, jak również opieka nad teściową sprawiają, że Booz zwraca na nią uwagę. (...)

Przyjmując taki punkt widzenia, można odnieść się do konkretnych, namacalnych rozwiązań politycznych w zglobalizowanym świecie, w którym chęć obrony własnego kąta na ziemi - jakby to był zamek feudalny - wydaje się śmieszna i anachroniczna."
(Miłość i inne sporty ekstremalne, Paolo Curtaz)

---------------------------------
* Historię Noemi i Rut można znaleźć w całości w Piśmie św. Księga Rut. Moje wcześniejsze dygresje na ten temat: Rut, Łoże, Moab i skrzypce, Decyzja Rut, Betlejem, Siostry, Ciemna noc goryczy, Rut c.d.

niedziela, 24 maja 2015

Dziecko w świecie uczuć

Opowiadała mi kiedyś znajoma, jak to jej córeczka (nieco ponad 3 lata) miała "trudny dzień". Była z nią w sklepie, mała nieco marudziła, miała swoje zachcianki. Mama ją trochę tonowała, obiecała nagrodę za grzeczne zachowanie. Niestety, dziewczynkę wszystko drażniło: a to, że nie podała pieniążków kasjerce, a to, że nie wcisnęła pierwsza przycisku przy przejściu dla pieszych, a to, że w końcu nie dostała "nagrody". No i wpadła w lekką histerię:) Mama dzielnie przetrzymała ten huragan uczuć i krzywe spojrzenia niektórych współkupujących - nie uległa zachciankom córeczki. Gdy jakoś dotarły do domu, dziewczynka podeszła do mamy - zmęczona sobą i smutna. Powiedziała: "Przytul mnie. Ja się chcę u Ciebie wyciszyć. Ja się potrzebuję wyciszyć." Przytulona, chwilę później zasnęła.

Ale nie tylko dzieci sobie nie radzą z uczuciami.

Znacie ten stan, gdy jesteście po kilku niedospanych nocach i nagle jednego dnia dzieje się strasznie dużo sprzecznych rzeczy? Np. po extra randce wracacie do domu i okazuje się, że ktoś Wam zrobił problem z pracą zaliczeniową, a na dodatek za pół godziny umówiłyście się na "poważną rozmowę" z byłym chłopakiem? Albo miałyście zapracowany tydzień, za godzinę przychodzą goście, a ten, kto miał kupić kurczaka do sałatki, ewidentnie o tym zapomniał?

Nie tylko dzieci wpadają w "histerię". Nie, nie tą prawdziwą, plagą XIX w., którą tak ukochał Freud. Chodzi mi o jakieś ewidentnie przesadzone zachowania, typu: katastrofizm, wybujałe pretensje, obarczanie innych winą, komendrowanie najbliższymi, (rzucanie przedmiotami:)). I to nie tylko domena kobiet, bo mężczyzn również widziałam w takim stanie.

To nie jest tak, że kończąc 18. lat z automatu stajemy się dojrzali. Mam też wrażenie, że dziecko jest rzadko uczone, jak radzić sobie z emocjami, poza tym, by złości nie okazywać w ogóle a radość w sposób stonowany. Przyswajamy sobie jakoś wiedzę o emocjach sami. Od czasu do czasu spotykam jednak dorosłych, którzy radzą sobie z życiem zawodowym, towarzyskim, rozwijają swoje zainteresowania i pasje, ale są "dziećmi" w świecie uczuć. Nie ogarniają ich - więc robią to, czego najbardziej nauczono ich w dzieciństwie - tłumią. Spychają uczucia w niebyt, głębie podświadomości. Oni... hmm... mnie też się zdarza tak robić.

I co Pan zrobisz? Nic nie zrobisz. Z resztą po co, skoro tłumienie działa? Ale na to cudownie odpowiada psychologia:) Nie, nie jakieś teorie, ale żywa praktyka, na dodatek moja. Jakoś tak w toku studiów nauczyłam się "wyłączać" emocje w niektórych sprawach. No błagam, jak słuchasz na zajęciach o molestowanych dzieciach i tym podobnych sprawach, to po jakimś czasie uczysz się takie informacje przyjmować na zasadzie "radia w tle". Słyszysz głos, dochodzi, ale nie wpuszczasz go na "głębsze piętra" - nie dopuszczasz do uczuć. Analizujesz "na zimno". Tak, da się tego nauczyć, a w zasadzie samo się wykształca, bo oczywiście nikt nas tego nie uczył. Przydatne? Owszem:)
Problem w tym, że blokując negatywne uczucia, same z siebie blokują się pozytywne. Po jakimś czasie dochodzi się do stanu "zombie", gdzie oczywiście - mało co dotyka, ale też mało co cieszy.
Porzuciłam zatem tłumienie i nauczyłam się rezygnować z niektórych zajęć:)

Mała czterolatka miała lepszy pomysł na radzenie sobie z trudnymi uczuciami niż ja.

o życzeniach na przekór

Wyjęte z kazania na pewnym ślubie:

"Za chwileczkę wyjdziecie z kościoła i z pewnością otrzymacie wiele pięknych życzeń. Skorzystam z okazji i złożę je Wam pierwszy. Troszkę na przekór, życzę Wam, żeby dziś był właśnie najgorszy dzień Waszego wspólnego życia. Innymi słowy: niech każdy następny dzień Waszego małżeństwa był piękniejszy od tego; żeby Wasze wspólne życie było coraz lepsze i pełniejsze."