poniedziałek, 10 sierpnia 2015
wtorek, 4 sierpnia 2015
Przeznaczenie
Ooooch... potrafiłyśmy o tym rozmawiać godzinami...
Siadałyśmy na szerokim parapecie w gimnazjalnej szatni i wymieniałyśmy poglądy, które niefrasobliwie zmieniały się w zależności od naszych związkowych doświadczeń. I tak: te z nas, które akurat były na etapie wzdychania do jakiegoś dojrzałego mężczyzny (czyli 18.-latka z technikum) albo ostatecznie trochę mniej dojrzałego (dojrzewającego :P) kolegi z równoległej klasy - broniły zdania, że przeznaczenie jest. Musi być. I na pewno prędzej czy później połączy mnie z tym moim wymarzonym, wyśnionym, jedynym, który niestety teraz ma mnie w nosie...
Tu odzywała się druga grupa (dziewczyny sfrustrowane niedawnym rozstaniem oraz zawiedzione swoim obecnym związkiem) - nie ma przeznaczenia. Ludzie sami siebie wybierają, kierują się dziwnymi, nieracjonalnymi kryteriami (to przytyk do płci przeciwnej), a potem zwykle im nie wychodzi i się rozstają. No chyba, że jest się tą M. z IIIc, która jest z tym P. już 4 miesiące... ale w normalnym życiu takie cuda się nie zdarzają!
Na szczęście "każda żmija przemija", jak mawia nieśmiertelny pan J. z biblioteki. Skończyło się też gimnazjum. W szkole średniej udało mi się wyrobić pogląd, którego się długo trzymałam: "Przeznaczenie jest, ale w takiej formie: na świecie znajduje się wielu, wielu ludzi, z którymi mogę stworzyć satysfakcjonujący związek. Jeden będzie bardziej szczęśliwy, inny mniej... Jest też na pewno jakaś jedna, konkretna osoba, z którą byłabym najszczęśliwsza. Najbardziej jesteśmy do siebie podobni - w taki dobry sposób, najlepiej pasujemy do siebie. Nie wiem, czy ją spotkam, ale to nic nie szkodzi, bo nie będę mieć porównania, jak to jest być z kimś innym."
Tak... to był mankament mojej teorii... Tortu z wisienką mogłam wcale nie spotkać. Ale nie szkodzi, przecież miałabym drożdżówkę, prawda? A jeśli nie posmakuję tortu, to nie będzie mi żal :)
Podsumowując: pomysł dla radykalnych minimalistów, którzy wyznają zasady: "jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma" i "mój pierwszy związek będzie moim ostatnim".
Najgorzej zatrzymać się wpół drogi :) Zwykle wtedy wychodzą jakieś kwiatki.
Więc? Jest przeznaczenie. Oczywiście, że jest. Kiedy się z Nim współpracuje, to się znajdzie tego najlepszego. A jak się nie współpracuje? To też się znajdzie. Przeznaczeniu radykalnie zależy na naszym szczęściu. Szczerze wierzę, że każdy spotyka na swojej drodze, w jakimś momencie życia, tą właśnie wybraną, najlepszą dla niego/niej osobę.
Ale to, co zrobimy z tym spotkaniem, zależy wyłącznie od naszej decyzji.
Siadałyśmy na szerokim parapecie w gimnazjalnej szatni i wymieniałyśmy poglądy, które niefrasobliwie zmieniały się w zależności od naszych związkowych doświadczeń. I tak: te z nas, które akurat były na etapie wzdychania do jakiegoś dojrzałego mężczyzny (czyli 18.-latka z technikum) albo ostatecznie trochę mniej dojrzałego (dojrzewającego :P) kolegi z równoległej klasy - broniły zdania, że przeznaczenie jest. Musi być. I na pewno prędzej czy później połączy mnie z tym moim wymarzonym, wyśnionym, jedynym, który niestety teraz ma mnie w nosie...
Tu odzywała się druga grupa (dziewczyny sfrustrowane niedawnym rozstaniem oraz zawiedzione swoim obecnym związkiem) - nie ma przeznaczenia. Ludzie sami siebie wybierają, kierują się dziwnymi, nieracjonalnymi kryteriami (to przytyk do płci przeciwnej), a potem zwykle im nie wychodzi i się rozstają. No chyba, że jest się tą M. z IIIc, która jest z tym P. już 4 miesiące... ale w normalnym życiu takie cuda się nie zdarzają!
Na szczęście "każda żmija przemija", jak mawia nieśmiertelny pan J. z biblioteki. Skończyło się też gimnazjum. W szkole średniej udało mi się wyrobić pogląd, którego się długo trzymałam: "Przeznaczenie jest, ale w takiej formie: na świecie znajduje się wielu, wielu ludzi, z którymi mogę stworzyć satysfakcjonujący związek. Jeden będzie bardziej szczęśliwy, inny mniej... Jest też na pewno jakaś jedna, konkretna osoba, z którą byłabym najszczęśliwsza. Najbardziej jesteśmy do siebie podobni - w taki dobry sposób, najlepiej pasujemy do siebie. Nie wiem, czy ją spotkam, ale to nic nie szkodzi, bo nie będę mieć porównania, jak to jest być z kimś innym."
Tak... to był mankament mojej teorii... Tortu z wisienką mogłam wcale nie spotkać. Ale nie szkodzi, przecież miałabym drożdżówkę, prawda? A jeśli nie posmakuję tortu, to nie będzie mi żal :)
Podsumowując: pomysł dla radykalnych minimalistów, którzy wyznają zasady: "jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma" i "mój pierwszy związek będzie moim ostatnim".
Najgorzej zatrzymać się wpół drogi :) Zwykle wtedy wychodzą jakieś kwiatki.
Więc? Jest przeznaczenie. Oczywiście, że jest. Kiedy się z Nim współpracuje, to się znajdzie tego najlepszego. A jak się nie współpracuje? To też się znajdzie. Przeznaczeniu radykalnie zależy na naszym szczęściu. Szczerze wierzę, że każdy spotyka na swojej drodze, w jakimś momencie życia, tą właśnie wybraną, najlepszą dla niego/niej osobę.
Ale to, co zrobimy z tym spotkaniem, zależy wyłącznie od naszej decyzji.
wtorek, 21 lipca 2015
Wiemy wszystko o mężczyznach. Czy na pewno?
"Jednak nie był tu potrzebny mężczyzna. Wystarczył dywan" (Perfekcyjna Pani Domu, s02e01)
Niższy gatunek
Czasem mam wrażenie, że powoduje nami (a pisząc w 1. osobie liczby mnogiej będę miała na myśli zawsze nas - kobiety w wielkim, wielkim uogólnieniu) jakieś dziwne poczucie niższości. Jakbyśmy czuły się niepewnie w swojej wartości, więc musimy sprytnie i kulturalnie poniżać. Kogo? Mężczyzn oczywiście.
"Chłopy to już tak mają."
"O! Okazało się, że ma uczucia. Ale się zdziwiłam".
"To ty facetów nie znasz? Przecież oni tylko o jednym"
"Chciałabym tak wszystko mieć w nosie, jak mężczyźni"
"Mężczyznom to dobrze. Oni się aż tak nie zastanawiają nad życiem"
"Mogę wyglądać jak mężczyzna. Ale nie muszę śmierdzieć, jak on" (to akurat z Mulan).
Oni są prości
Wydaje się nam, że ich znamy. Tak często mówimy, że to "typowe" zachowanie. Mamy ulepione w głowie, jak taki "typowy" mężczyzna się zachowuje. I jak go ustawić. To łatwe, bo przecież oni "tylko o jednym myślą", prawda?
Oczekiwania kształtują
Nie dostrzegamy jednej rzeczy - nasze zachowanie ma nielichy wpływ na to, że oni się "uśredniają". Jeśli, droga kobieto, oczekujesz i nastawiasz się, że on będzie nieromantycznym leniem - to będzie. Niezbyt stara, ale jednak sprawdzona psychologiczna prawda mówi, że ludzie w pewnym stopniu zmieniają swoje zachowanie względem tego, czego druga osoba od nich oczekuje. Taaaak? A skąd to wiedzą? Jeśli np. kobieta oczekuje/zakłada, że młody mężczyzna będzie na pewno jeszcze "chłopcem" - nie powierzy mu odpowiedzialnych zadań. On to wyczuje, mniej lub bardziej świadomie, więc będzie się zachowywał mniej odpowiedzialnie.
My kształtujemy
Ale co tam nieświadome oczekiwania. Przecież my ich otwarcie próbujemy zmienić. Nauczyć, jak to jest być "prawdziwymi mężczyznami". Bo przecież doskonale to wiemy: ma być odpowiedzialny, z poczuciem humoru, otwarty i towarzyski (ale nie za bardzo - żeby lubił też spędzać czas sam na sam), panuje nad emocjami, walczący o swoje (i nasze) ale delikatnie i kulturalnie, ma być silny, ale tak, bym mogła tą siłę kontrolować, ma być romantyczny, ale też troszeczkę nieokrzesany (bo to takie męskie), ma znać się na kobiecej biologii i psychice (co jest równoważne z cierpliwością i wyrozumiałością na wszystko z tym związane), ma mieć niezłą klatę/mięśnie/włosy, perfekcyjnie dbać o higienę, ubierać się odpowiednio... no, tu trochę odpuszczamy, niech ma coś swojego. Aha, i niech nie gra za dużo na komputerze. Ćwiczy. Zdrowo się odżywia. Niech ma pasję, ale nie poświęca jej więcej czasu, niż my uważamy, że powinien.
Tak, to właśnie jest Prawdziwy Mężczyzna.
Z całym szacunkiem - nie
Mylimy się. Myślimy, że znamy ich na wskroś, ba! znamy ich "lepszą wersję", co uprawnia nas oczywiście do wprowadzania zmian.
Skąd wiem? Ano naszło mnie po przeczytaniu - setnym już chyba "Dzikiego serca". Po pierwszym czytaniu miałam poczucie, że ja wreszcie już WSZYSTKO WIEM o mężczyznach i będę wszystkim dawać tą książkę, bo wtedy staną się prawdziwymi mężczyznami.
Po tym... setnym chyba... przeczytaniu dotarło do mnie chyba wreszcie to, co autor przekazuje.
Świat mężczyzny jest zupełnie, absolutnie różny od świata kobiety.
Nie rozumiem męskiego sposobu myślenia. Nie stanę na miejscu mężczyzny - z wszystkimi jego pragnieniami, obawami i tęsknotami (pięknie o tym pisze Pawlukiewicz w "Warto być ojcem"). Konsekwentnie - nie wiem, jaki powinien być idealny mężczyzna - ta ostateczna, doskonała wersja. (Tak, wiem, jaki powinien być idealny dla mnie. Ale nie o to chodzi). A nawet jeśli mam jakieś mgliste poczucie, w końcu w historii było wiele mężczyzn, których można jakoś brać za wzór, to nie znam drogi do tego, by mężczyzna się mężczyzną stał.
Więc nie uczmy ich męskości!
Bądźmy szczere: czy którakolwiek z nas pytałaby się mężczyzny, jak ma zostać prawdziwą kobietą? Raczej nie, prawda? Zachowajmy się więc konsekwentnie. Mężczyzna może się nauczyć być mężczyzną na milion sposobów: sam, dzięki ojcu, bratu, autorytetowi, Bogu... ale na pewno nie instruowany przez kobietę.
Czyli nic nie możemy zrobić?
Mam silne przekonanie, że im bardziej kobieta staje się kobieca, tym bardziej mężczyzna staje się przy niej męski.
(To nie znaczy, że...
...nie mam próbować poznawać męskiego świata. Porzucę tylko pewność, że już go znam.
.... nie mam mieć oczekiwań względem mężczyzny. Mam i to całkiem spore. Ale je przemyślę:)
... w stereotypach na temat płci nie ma ziarnka prawdy;) Jest- ziarnko. I tyle.)
Jak zwykle, zachęcam do polemiki:)
Niższy gatunek
Czasem mam wrażenie, że powoduje nami (a pisząc w 1. osobie liczby mnogiej będę miała na myśli zawsze nas - kobiety w wielkim, wielkim uogólnieniu) jakieś dziwne poczucie niższości. Jakbyśmy czuły się niepewnie w swojej wartości, więc musimy sprytnie i kulturalnie poniżać. Kogo? Mężczyzn oczywiście.
"Chłopy to już tak mają."
"O! Okazało się, że ma uczucia. Ale się zdziwiłam".
"To ty facetów nie znasz? Przecież oni tylko o jednym"
"Chciałabym tak wszystko mieć w nosie, jak mężczyźni"
"Mężczyznom to dobrze. Oni się aż tak nie zastanawiają nad życiem"
"Mogę wyglądać jak mężczyzna. Ale nie muszę śmierdzieć, jak on" (to akurat z Mulan).
Oni są prości
Wydaje się nam, że ich znamy. Tak często mówimy, że to "typowe" zachowanie. Mamy ulepione w głowie, jak taki "typowy" mężczyzna się zachowuje. I jak go ustawić. To łatwe, bo przecież oni "tylko o jednym myślą", prawda?
Oczekiwania kształtują
Nie dostrzegamy jednej rzeczy - nasze zachowanie ma nielichy wpływ na to, że oni się "uśredniają". Jeśli, droga kobieto, oczekujesz i nastawiasz się, że on będzie nieromantycznym leniem - to będzie. Niezbyt stara, ale jednak sprawdzona psychologiczna prawda mówi, że ludzie w pewnym stopniu zmieniają swoje zachowanie względem tego, czego druga osoba od nich oczekuje. Taaaak? A skąd to wiedzą? Jeśli np. kobieta oczekuje/zakłada, że młody mężczyzna będzie na pewno jeszcze "chłopcem" - nie powierzy mu odpowiedzialnych zadań. On to wyczuje, mniej lub bardziej świadomie, więc będzie się zachowywał mniej odpowiedzialnie.
My kształtujemy
Ale co tam nieświadome oczekiwania. Przecież my ich otwarcie próbujemy zmienić. Nauczyć, jak to jest być "prawdziwymi mężczyznami". Bo przecież doskonale to wiemy: ma być odpowiedzialny, z poczuciem humoru, otwarty i towarzyski (ale nie za bardzo - żeby lubił też spędzać czas sam na sam), panuje nad emocjami, walczący o swoje (i nasze) ale delikatnie i kulturalnie, ma być silny, ale tak, bym mogła tą siłę kontrolować, ma być romantyczny, ale też troszeczkę nieokrzesany (bo to takie męskie), ma znać się na kobiecej biologii i psychice (co jest równoważne z cierpliwością i wyrozumiałością na wszystko z tym związane), ma mieć niezłą klatę/mięśnie/włosy, perfekcyjnie dbać o higienę, ubierać się odpowiednio... no, tu trochę odpuszczamy, niech ma coś swojego. Aha, i niech nie gra za dużo na komputerze. Ćwiczy. Zdrowo się odżywia. Niech ma pasję, ale nie poświęca jej więcej czasu, niż my uważamy, że powinien.
Tak, to właśnie jest Prawdziwy Mężczyzna.
Z całym szacunkiem - nie
Mylimy się. Myślimy, że znamy ich na wskroś, ba! znamy ich "lepszą wersję", co uprawnia nas oczywiście do wprowadzania zmian.
Skąd wiem? Ano naszło mnie po przeczytaniu - setnym już chyba "Dzikiego serca". Po pierwszym czytaniu miałam poczucie, że ja wreszcie już WSZYSTKO WIEM o mężczyznach i będę wszystkim dawać tą książkę, bo wtedy staną się prawdziwymi mężczyznami.
Po tym... setnym chyba... przeczytaniu dotarło do mnie chyba wreszcie to, co autor przekazuje.
Świat mężczyzny jest zupełnie, absolutnie różny od świata kobiety.
Nie rozumiem męskiego sposobu myślenia. Nie stanę na miejscu mężczyzny - z wszystkimi jego pragnieniami, obawami i tęsknotami (pięknie o tym pisze Pawlukiewicz w "Warto być ojcem"). Konsekwentnie - nie wiem, jaki powinien być idealny mężczyzna - ta ostateczna, doskonała wersja. (Tak, wiem, jaki powinien być idealny dla mnie. Ale nie o to chodzi). A nawet jeśli mam jakieś mgliste poczucie, w końcu w historii było wiele mężczyzn, których można jakoś brać za wzór, to nie znam drogi do tego, by mężczyzna się mężczyzną stał.
Więc nie uczmy ich męskości!
Bądźmy szczere: czy którakolwiek z nas pytałaby się mężczyzny, jak ma zostać prawdziwą kobietą? Raczej nie, prawda? Zachowajmy się więc konsekwentnie. Mężczyzna może się nauczyć być mężczyzną na milion sposobów: sam, dzięki ojcu, bratu, autorytetowi, Bogu... ale na pewno nie instruowany przez kobietę.
Czyli nic nie możemy zrobić?
Mam silne przekonanie, że im bardziej kobieta staje się kobieca, tym bardziej mężczyzna staje się przy niej męski.
(To nie znaczy, że...
...nie mam próbować poznawać męskiego świata. Porzucę tylko pewność, że już go znam.
.... nie mam mieć oczekiwań względem mężczyzny. Mam i to całkiem spore. Ale je przemyślę:)
... w stereotypach na temat płci nie ma ziarnka prawdy;) Jest- ziarnko. I tyle.)
Jak zwykle, zachęcam do polemiki:)
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Specjalnie dla mojej rodziny
Tak, dostałam cynk, że zajrzycie:) Ale naprawdę, ze szczerego serca, chcę Wam coś powiedzieć, skoro mam okazję.
Kochani, tego mnie nauczyliście:
Kochani, tego mnie nauczyliście:
Jak często szukamy wielkiej miłości w naszym życiu i czujemy się nieraz poranieni, nieszczęśliwi, samotni, osieroceni, a jednocześnie nie dostrzegamy prostej mądrości, że ktoś nas kochał naprawdę. Miłością tą była nasza matka, która w powszedni dzień krajała nam chleb, smarowała bułki, przyszywała guzik.
Jakie to szczęście mieć rodzinę: mamusię, tatusia,
siostrzyczki, braciszków, dwóch dziadków i dwie babcie,
wujków i ciotek tak wiele, żeby się nie zmieścili w Kościele!
Jakie to szczęście, kiedy się nowe dziecko urodzi!
Rodzina powiększa się
o jeden nowy łebek,
o nowe dwie rączki,
o nowe dwie nóżki,
o nowy brzuszek
- i dziadek pierwszy, i dziadek drugi klaszczą w ręce,
że jest o jedno dziecko jeszcze więcej!
Kiedy jest duża rodzina, to jest kogo kochać;
i ciocię piątą i siódmą,
nawet taką okropną,
którą kochać trudno.
Dziadek odchodził za dziadkiem
i chociaż wszystko mija
- ciotek nam nie zabraknie,
stale się rodzi rodzina.
(ks. Twardowski)
niedziela, 21 czerwca 2015
o dojrzałej miłości
"Weź, nie bój się wziąć! Przestań dawać tylko, ale weź. Uciesz się. Przyjmij za darmo. (...) tylko Pan Bóg potrafi dawać bezpiecznie i tylko dawać. Nie da się tylko dawać w miłości - trzeba brać. Trzeba umieć brać."
(o. Grzegorz; całość homilii: http://188.165.20.161/op/janki/wp-content/uploads/2014/09/18.06.2015-Tata.mp3)
To jest dla mnie mega nieintuicyjne, ale bardzo odkrywcze; poza tym, żeby się pytać: co dziś dobrego zrobiłam? zastanowić się: jak dziś pozwoliłam, by inni kochali mnie?
Jak nie pozwolę moim bliskim, by mnie kochali, np. nie powiem nic, gdy będę potrzebować trochę uwagi i współczucia, albo nie przyjmę pomocy, którą ktoś mi daje ("nie chcę przeszkadzać") - miłości nie doświadczę. Nic na siłę. I mogę kochać, kochać, kochać, a nie dostać nic "w zamian". I czuć się zmęczona, wypalona, samotna - z własnej winy. Bo nie przyjmę tego, co jest moje i mi się należy.
Tak, miłość nam się należy z samego faktu naszego istnienia - ze strony rodziców, przyjaciół, współmałżonków i Boga. To już dość dużo Osób, od których można doświadczyć nieco uczucia i troski:)
Mówi się, że nie wypada nie przyjmować prezentów. Może umówimy się, że nie wypada nie przyjmować dojrzałej miłości?
-------------------------
Dzika kreatywność małżeństwa O. w tworzeniu adresów mailowych:
dodorotki@gmail.com
ja_nusz_widelec_serwetka@gmail.com
majaczerwieclipiecsierpień@gmail.com
(o. Grzegorz; całość homilii: http://188.165.20.161/op/janki/wp-content/uploads/2014/09/18.06.2015-Tata.mp3)
To jest dla mnie mega nieintuicyjne, ale bardzo odkrywcze; poza tym, żeby się pytać: co dziś dobrego zrobiłam? zastanowić się: jak dziś pozwoliłam, by inni kochali mnie?
Jak nie pozwolę moim bliskim, by mnie kochali, np. nie powiem nic, gdy będę potrzebować trochę uwagi i współczucia, albo nie przyjmę pomocy, którą ktoś mi daje ("nie chcę przeszkadzać") - miłości nie doświadczę. Nic na siłę. I mogę kochać, kochać, kochać, a nie dostać nic "w zamian". I czuć się zmęczona, wypalona, samotna - z własnej winy. Bo nie przyjmę tego, co jest moje i mi się należy.
Tak, miłość nam się należy z samego faktu naszego istnienia - ze strony rodziców, przyjaciół, współmałżonków i Boga. To już dość dużo Osób, od których można doświadczyć nieco uczucia i troski:)
Mówi się, że nie wypada nie przyjmować prezentów. Może umówimy się, że nie wypada nie przyjmować dojrzałej miłości?
-------------------------
Dzika kreatywność małżeństwa O. w tworzeniu adresów mailowych:
dodorotki@gmail.com
ja_nusz_widelec_serwetka@gmail.com
majaczerwieclipiecsierpień@gmail.com
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Najpiękniejsze książkowo-filmowe KOCHAM CIĘ
"Przyrzekam kochać Cię przez całą wieczność: każdego dnia wieczności z osobna. Wyjdziesz za mnie?"
(Edward do Belli, Zmierzch, S. Meyer)
"Gdzie będziemy mieszkali?"
(Tomasz Judym do Joasi Podborskiej, Ludzie bezdomni, S. Żeromski)
"Basiu, zechceszże Ty mnie?"
(Pan Wołodyjowski do Basi, H. Sienkiewicz)
"Byłaś moim marzeniem"
(Julian do Roszpunki, Zaplątani)
"Ty i ja to jedno"
(Kovu do Kiary, Król lew 2: Czas Simby)
"Całuj mnie"
(Pieśń nad Pieśniami 1,2)
"Gdzie Ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie Ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
Twój naród będzie moim narodem,
a Twój Bóg będzie moim Bogiem."
(Rut do Noemi, Księga Rut, 1,16)
" - Jestem Twoim przeznaczeniem? Powiedz! Jestem Twoim przeznaczeniem?
- Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej."
(rozmowa Geralta i Ciri, Miecz przeznaczenia, A. Sapkowski)
------------------------------------------------
- Kiedy się pobierzemy - będziesz ze mną tańczył? Uważam taniec, za bardzo przyjemne zajęcie.
- ...
- Jak możesz nie dzielić się ze mną tym, jakie myśli są w Twojej głowie?
- Dlaczego nie możesz się powstrzymać z ujawnianiem Twoich? Dlaczego musisz rządzić, gdy to ja chcę prowadzić? Kiedy będę chciał tańczyć - poproszę Cię do tańca. Kiedy będę chciał mówić, otworzę usta i będę mówił. Wszyscy ciągle dręczą mnie, bym więcej mówił. Dlaczego? Co dobrego jest w tym, że podzielę się z Tobą każdą moją myślą, odkąd wstanę z łóżka? Jakie dobro wyniknie z powiedzenia Ci, że czasem nie potrafię myśleć jasno ani wykonać porządnie mojej pracy? Co osiągnę mówiąc Ci, że jedyną chwilą, gdy boję się jak inni, jest ta, gdy myślę, że coś może Ci się stać? Dlatego jestem na tym ganku, Ivy Walker. Boję się o Twoje bezpieczeństwo bardziej, niż innych. I tak, zatańczę z Tobą w naszą noc poślubną.
(Ivy i Lucius; Osada)
(Edward do Belli, Zmierzch, S. Meyer)
"Gdzie będziemy mieszkali?"
(Tomasz Judym do Joasi Podborskiej, Ludzie bezdomni, S. Żeromski)
"Basiu, zechceszże Ty mnie?"
(Pan Wołodyjowski do Basi, H. Sienkiewicz)
"Byłaś moim marzeniem"
(Julian do Roszpunki, Zaplątani)
"Ty i ja to jedno"
(Kovu do Kiary, Król lew 2: Czas Simby)
"Całuj mnie"
(Pieśń nad Pieśniami 1,2)
"Gdzie Ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie Ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
Twój naród będzie moim narodem,
a Twój Bóg będzie moim Bogiem."
(Rut do Noemi, Księga Rut, 1,16)
" - Jestem Twoim przeznaczeniem? Powiedz! Jestem Twoim przeznaczeniem?
- Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej."
(rozmowa Geralta i Ciri, Miecz przeznaczenia, A. Sapkowski)
------------------------------------------------
- Kiedy się pobierzemy - będziesz ze mną tańczył? Uważam taniec, za bardzo przyjemne zajęcie.
- ...
- Jak możesz nie dzielić się ze mną tym, jakie myśli są w Twojej głowie?
- Dlaczego nie możesz się powstrzymać z ujawnianiem Twoich? Dlaczego musisz rządzić, gdy to ja chcę prowadzić? Kiedy będę chciał tańczyć - poproszę Cię do tańca. Kiedy będę chciał mówić, otworzę usta i będę mówił. Wszyscy ciągle dręczą mnie, bym więcej mówił. Dlaczego? Co dobrego jest w tym, że podzielę się z Tobą każdą moją myślą, odkąd wstanę z łóżka? Jakie dobro wyniknie z powiedzenia Ci, że czasem nie potrafię myśleć jasno ani wykonać porządnie mojej pracy? Co osiągnę mówiąc Ci, że jedyną chwilą, gdy boję się jak inni, jest ta, gdy myślę, że coś może Ci się stać? Dlatego jestem na tym ganku, Ivy Walker. Boję się o Twoje bezpieczeństwo bardziej, niż innych. I tak, zatańczę z Tobą w naszą noc poślubną.
(Ivy i Lucius; Osada)
sobota, 13 czerwca 2015
Kinga
Kinga - Kunegunda - kunni (ród, plemię) + gund (walka, bój) = wojowniczka rodu
Innymi słowy: ta, która walczy najlepiej z całej rodziny albo ta, która walczy za całą rodzinę
Słyszałam kiedyś historię o dziewczynie, której rodzina była dosyć poharatana. Z tego, co pamiętam, ojciec odszedł od nich a matka była alkoholiczką. Poza tym nie mieli nikogo bliskiego, kto byłby zdolny pomóc. Dziewczyna ta, gdy doszła do pełnoletności, postawiła matkę przed sądem i doprowadziła do tego, że matce odebrano prawo do samostanowienia. Prawo to przeszło na córkę, która natychmiast wysłała matkę na przymusowe leczenie. Matka, oczywiście, znienawidziła córkę i przeklinała ją z góry na dół. Dziś jest już po terapii. Dziękuje.
Żeby nie było tak poważnie, proponuję jeszcze jedną wojowniczkę:) (kliknij)
Innymi słowy: ta, która walczy najlepiej z całej rodziny albo ta, która walczy za całą rodzinę
Słyszałam kiedyś historię o dziewczynie, której rodzina była dosyć poharatana. Z tego, co pamiętam, ojciec odszedł od nich a matka była alkoholiczką. Poza tym nie mieli nikogo bliskiego, kto byłby zdolny pomóc. Dziewczyna ta, gdy doszła do pełnoletności, postawiła matkę przed sądem i doprowadziła do tego, że matce odebrano prawo do samostanowienia. Prawo to przeszło na córkę, która natychmiast wysłała matkę na przymusowe leczenie. Matka, oczywiście, znienawidziła córkę i przeklinała ją z góry na dół. Dziś jest już po terapii. Dziękuje.
Żeby nie było tak poważnie, proponuję jeszcze jedną wojowniczkę:) (kliknij)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
