poniedziałek, 9 lutego 2015

o tym, że Bóg jest łaskawy (ciąg dalszy)

... bo oszczędziłam na dentyście,
... bo mój kremik był w promocji,

... bo zaproponowali mi pracę na cały etat!
Yes, yes, yes!!!!
Yes, yes, yes x1500 100 900 i jeszcze nieskończoność

...bo (tak, może być coś lepszego) ... (ale tego nie napiszę, bo to nie czas i miejsce) ... (i. nie, to nie jest to, co myślisz, M.)

W każdym bądź razie, dzisiaj miałam naprawdę dobry dzień.


niedziela, 8 lutego 2015

Amat

Monika, sprowokowałaś mnie:)

Amat - kochany (z łac. Amatus)

* nie mylić z Amantem! Kochany a kochanek to (niestety), nie zawsze to samo.

Wiecie, na różnych etapach szczenięcych lat tworzyłam sobie w głowie listę cech, jaką miałby mieć ten mój Kochany. Lista oczywiście ewoluowała, zwłaszcza w kwestii wyglądu. Okazało się, że zakochuję się zupełnie nie w tym "typie", który sobie szczegółowo ułożyłam w głowie (wysoki, milczący brunet o tajemniczych oczach). Tak... po którymś z kolei blondynie odrzuciłam kategorię: WYGLĄD, jako wiarygodne kryterium (pozostał mi jedynie podpunkt: DBAŁOŚĆ O HIGIENĘ OSOBISTĄ).

No dobra, zostało jeszcze: TWARZ, KTÓRA NIE SPRAWIA WRAŻENIA, ŻE MIAŁA BLISKI KONTAKT Z KOSIARKĄ.

Przejdźmy może do zachowania. Pamiętam jak, z taką jedną P. wymieniałyśmy uwagi na ten temat. Na jej i mojej liście znalazło się: żeby umiał tańczyć. Okazało się to mało ważne w praktyce.

Po paru smutnych doświadczeniach w szkole średniej dodałam do listy: żebym nie miała wrażenia, że zależy mu wyłącznie na szeroko rozumianej bliskości.

Ostatnimi czasy, tj. studenckimi, zapewne obserwując miasteczkowe życie, podkreśliłam grubą kreską cechę, jaka była na liście od zawsze: żeby był ODPOWIEDZIALNY.

Ponieważ różnimy się w rozumieniu pewnych rzeczy, jak na ludzi przystało, wyjaśnię co to dla mnie znaczy: żeby był konsekwentny, uczciwy i szczery, żeby potrafił się zatroszczyć o tą osobę, którą weźmie pod opiekę, żeby nie nadużywał swojej siły i większego ogarnięcia emocjonalnego, żeby potrafił przyznać się do błędu, żeby nie obiecywał czegoś, czego nie może spełnić, żeby budził zaufanie i dawał stabilność.

Właśnie tak. To szczyt mojej listy:)

A w praktyce? Hmm...trzeba mieć swoje standardy. Ale Pan Bóg nie daje chłopaka wedle zamówienia:) Tylko o wiele lepszego. Wróć: najlepszego. Lista do piachu - jest ktoś, kto ją przebija.

środa, 4 lutego 2015

Amata

To przyciężkawo brzmiące imię ma przepiękne znaczenie i co ciekawe - jest wciąż "w użyciu".

Amata - kochana (z łac.)

Kochane moje,
bardzo lubię, gdy tak się do siebie zwracamy:) I nie chodzi mi o to znaczenie tego słowa, np. jak ktoś chce opisać małe słodkie dziecko; że milusie, słodziusie, cud miód i kucyki Pony. Nieee... O to drugie.
Ona przez kogoś jest kochana . Konstrukcja języka łacińskiego podkreśla w tym imieniu bierność podmiotu (Monika, naprostuj, jeśli błądzę). Nie musi nic robić, starać się, troszczyć... Co nie znaczy, że tego nie robi. Ale chodzi o to, że NIE MUSI ZASŁUŻYĆ na miłość. Bo ją ma, po prostu.
Myślę, że trzeba bardzo bardzo często o tym ludziom przypominać. A kobietom szczególnie (i małym dzieciom, dzieciom w ogóle, mężczyźni też tego potrzebują, tylko nie chcą się przyznać... dobra - wszystkim ludziom, bez wyjątku).
Łatwo o tym zapomnieć, trudno dostrzec. Nie zawsze się "czuje". Zdarza się, że Ci, którzy nas kochają, nie potrafią tego okazać. Znacznie częściej - okazują miłość, ale nie tak, jak byśmy chciały i oczekiwały. I wtedy wydaje się, że jej nie ma.

Ale to ściema:)

Jesteś kochana, jesteś kochana, jesteś kochana...

Dzisiaj to wiem. 


poniedziałek, 2 lutego 2015

gdy świat się rozpada

Co można zrobić, gdy świat się rozpada? Mamy na to wpływ mniejszy niż żaden, my - szarzy ludzie. Możemy ewentualnie płacić podatki i mieć nadzieję, że zostaną użyte na dobrą armię i mądrą dyplomację. Tak, wiem, możemy też się modlić. I robić swoje.

A moje - to pisanie. Na ten moment.

***
Pozwól się pokochać.
Pozwól, żeby on się o Ciebie zatroszczył.
Pozwól jej wysłuchać Twoich smutków.
Pozwól im cieszyć się Twoim towarzystwem.
Pozwól Bogu, by mówił do Ciebie.
Pozwól mi opowiedzieć Ci pewną historię...

...było to jakiś czas temu, w świecie aż za bardzo rzeczywistym - duże miasto, XXI w. Nasza główna bohaterka, niech będzie - Madzia, miała kiepski dzień. Dlaczego? Bo to odkryłam. Gdyby udało jej się to ukryć, pewno wieczorem stwierdziłaby, że dzień był znośny.
Patrzyłam na nią, jak nerwowo ściskała ręce na kubku z herbatą. Jej przedramiona, jak patyczki, zajmowały niepokojąco mało miejsca w przestrzeni. I w sumie dlatego zapytałam: 
- Masz ochotę na kanapkę? Jadłaś śniadanie?
- Jadłam, dzięki.
- Ile? - pytam.
- Dwie kromki. 
- Jak duże? - Pytam, bo trochę już ją znam.
Po czym patrzę jak kreśli na stole dwa kółka wielkości dłoni. Dłoni sześciolatka.
- No co? - pyta

-Madziu, znów nie jesz?
- Jem. - odpowiada nie patrząc na mnie - Śniadania, obiady i kolacje. Trochę się denerwuję ostatnio, wiesz, piszę pracę, sesja...
- Madziu... musisz jeść. 
Milczy. Widzę, że ma ochotę pogadać o czymś innym. 
- Nie chcę jeść. - mówi nagle - Nie chcę nigdy jeść!

- Pamiętasz Teresę, moją siostrę? Zawsze mi mówiła, że nie mogę być gruba, nigdy nie mogę być gruba, bo to najgorsza rzecz na świecie. Ona jak je, to się denerwuje... Ja z kolei nic nie jem.
- Ja też. - pocieszam ją, ciesząc się, że znalazłam wreszcie bratnią duszę.
- Tak jest lepiej - uśmiecha się - jak Teresa jadła, przychodził Rafał i darł się na nią; że jest brzydka, gruba, że ciągle żre, że jest słaba. 
- Serio?
- A ja siedziałam obok i musiałam tego słuchać.
- Oni są dalej razem?
- Tak.

- A Tobie ktoś kiedyś powiedział, że jesteś gruba? Czy coś w tym stylu?
Zamyka się w sobie (jakby wcześniej była otwarta, wolne żarty). Kuli się trochę na krześle, nagle zainteresowana herbatą. Ma taką minę, jakby chciała odpyskować: "a co Cię to obchodzi?". A jednak nie żałuję, że zapytałam. Dobrze ją znam. Sama nie powie. Trzeba ją pytać o wszystko - wiem, że chce powiedzieć, ale jak jej ktoś nie spyta, to... nie chce przeszkadzać, obarczać, zrzucać swoje problemy na innych. Jeszcze nie rozumie, że po to jest przyjaźń - żeby się dzielić ciężarem.
- Tak. - mówi o sobie, więc jestem z niej dumna. - Kamil.
- Kamil??!!
- To znaczy... no nie wprost... ale powiedział, że bardziej bym mu się podobała taka trochę chudsza. 
- Niż teraz?? 
- Nie no, teraz to jest chyba idealnie. Nie wiem...
- Co mu odpowiedziałaś, jak Ci powiedział?
- Nawrzeszczałam na niego, że... że jest głupi, że to bez sensu, że jak może na mnie patrzeć w ten sposób, tak tylko przez wygląd... 
- A on?
- Przepraszał. To znaczy - nie rozumiał. Ale jak widział moją reakcję, to przepraszał, powiedział, że jest głupi, i tak dalej...
- Ale... w Tobie zostało?
- Zostało. 

Obiecaj mi coś. Codziennie stajesz przed lustrem i mówisz sobie: "Jestem piękna". Tak, masz sobie to wmówić. Masz to powtarzać tak długo, aż w to uwierzysz. I nie mów mi, że to nie ma sensu, w końcu robiłaś to przez lata: wmawiałaś sobie, że jesteś nieperfekcyjna, gorsza, brzydsza, albo na skraju tych rzeczy. Musisz się pokochać, Madziu, musisz żyć, a nie co dzień trochę umierać. 

sobota, 31 stycznia 2015

Janek

Jan - Bóg jest łaskawy

...bo dał mi Ciebie, J.
...bo mogłam pośpiewać jeszcze kolędy, a wśród nich jedną z moich ulubionych.
...bo na świecie jest grzane wino z pomarańczami.
...bo najświętsze osoby na świecie obiecały się za mnie modlić.
...bo byłam w ogrodzie w środku miasta.
...bo domowe krokiety z kapustą i grzybami!
...bo kto fałszuje dwa razy się modli.
...bo zawsze jest nas wystarczająco.
...bo najbiedniejsze życie jakimś cudem ma sens.
...bo dostałam pochwałę z niespodziewanych ust.
...bo przestało mnie mdlić,
...bo nie trzeba mieć apetytu, żeby jeść.
...bo można kochać, choć się nie potrafi.

czwartek, 29 stycznia 2015

o życiu

"Na moim podkoszulku "Born to loose".
- To nieprawda! Nie urodziłeś się, żeby przegrać! Ale by życie w Tobie zwyciężało wszelką śmierć. Urodziłeś się, aby żyć, żyć, żyć!
- Żyć, co to znaczy?
- Być pijanym miłością."

(Daniel Ange, Zraniony pasterz) 

niedziela, 25 stycznia 2015

Wioletta

I tak tu nie zaglądasz, więc nie dowiesz się, że

Wioletta - znaczy fiołek, pochodzenie włoskie.


 Zaprośmy tu jeszcze Jagodę Różę. 



Różę, mówię, a nie Yorka!


***
Wiem, że świat zrobił się bardzo prosty i dosłowny. Mam świadomość, że poezja nie jest w modzie (zajmuje za dużo znaków w smsie). Jednak gdy Ed Sheeran śpiewa: "I miiiiiss You!" - mnie to nie porusza, nawet pomimo wykrzyknika (choć Eda generalnie lubię za "I see fire"). A gdy u Stinga słyszę:
I dream of rain
I lift my gaze to empty skies above
I close my eyes, this rare perfume
Is the sweet intoxication of her love"
z wtórującym mu w tle Cheb'em Mami: 
"Zbyt późno, zbyt późno odnalazłem moją ukochaną"...
to rozumiem.

A tu dla porównania: 
https://www.youtube.com/watch?v=U3NIySFOMQw
https://www.youtube.com/watch?v=C3lWwBslWqg