czwartek, 18 września 2014

W cieniu Twoich rąk

W cieniu Twoich rąk
ukryj proszę mnie,
Gdy boję się, gdy wokół mrok,
bądź światłem bądź nadziei dniem.
Wszystkim o czym śnię,
głosem w sercu mym,
Jak ręka która trzyma mnie.
Nad brzegiem nocy brzegiem dni,
Bądź jak skrzydła dwa, kiedy braknie sił.

Chwyć mnie i nieś niech niebo bliżej będzie,
Tak bardzo chcę w ramionach skryć się Twych.
(TGD)

środa, 17 września 2014

co dziś chciałam

Chciałam iść do dentysty, ale coś Pani wypadło.
Chciałam obczaić fryzjera, mam podcięte końcówki.
Chciałam zrobić obiad, ale na korytarzu był potop.
Chciałam usadzić gości przy stole i zrobiłam to.
Chciałam przenieść 10 kg, bolał mnie kręgosłup.
Chciałam zrobić przelew, zapomniałam hasła.
Chciałam pocałować J. na powitanie, zadzwonił telefon.
Chciałam zjeść obiad do końca, a poszłam na spacer.
Chciałam poćwiczyć pierwszy taniec, a wygląda na to, że nawet mnie zaskoczy.
Chciałam dużo powiedzieć, ale brakło mi słów.
Chciałam przeprosić, okazało się - niepotrzebnie.
Chciałam się do kogoś przytulić, był, jak zawsze, tylko dla mnie.

Chciałam wrzucić tą piosenkę:
 https://www.youtube.com/watch?v=PgGUKWiw7Wk
 z komentarzem:
"Jeśli nie dla tekstu, do dla tych dwóch głosów warto posłuchać"

ale przypomniało mi się zdanie:
"chcesz być kochany: kochaj, kochaj, kochaj"

To był dobry dzień. Choć trudny jak diabli. Czuję, że żyję.

niedziela, 14 września 2014

A jednak lubię Kraków

Lubię Kraków w moje niedzielne poranki. Dla miasta godzina 8:00 w dzień wolny to jeszcze środek nocy. Wychodzę z domu - cisza. Pojedynczy samochód przemknie drogą. Idę i wdycham możliwie najczystsze powietrze. Cisza. Mgła wolno się podnosi znad małej łączki. Idę. W kościele światło i harmonijny śpiew. Nie mącą ciszy. Pierwsi przechodnie pojawiają się na wysokości Biedronki. Ale ona sama śpi jeszcze. Żałuję w myślach tych, co krzątają się, rozkładając towar. Idę dalej. Pod tesco śpi znajomy pijaczyna. W pół zgięty. I on - cichy, jak rzadko. Już słyszę tramwaje. Przystanki, jak zwykle, bardziej ożywione. A dworzec nie zasypia nigdy.

piątek, 12 września 2014

Stan na tydzień przed ślubem

Nie jest źle -  większość spraw jest ogarnięta. Gdyby wszystko miałoby odbyć się jutro, to:
miałabym piękną liturgię, z odpowiednim kapłanem i organistą. Co prawda schola trochę by fałszowała, ze względu na śpiewanie bez próby, ale liczę na ich franciszkańskie zdolności prędkiego ogarnięcia chaosu. Miałabym białą sukienkę, z welonem, choć moja fryzura sprowadzałaby się do włosów spiętych gumką. No i nie byłabym umalowana (co by mnie nawet cieszyło), a bukiet zebrałby mój luby na skwerku pod blokiem.
Goście z kościoła do restauracji przemieściliby się piechotą tudzież tramwajem, a tam nastąpiłaby szybka giełda zamiany miejsc (bo są nieprzydzielone). Zapewne okazałoby się, że kilka nakryć brakuje, gdyż Ci, co jeszcze nie potwierdzili przyjścia, z pewnością by się pojawili. Ale w końcu każdy znalazłby swój talerz. Po obiedzie przystąpilibyśmy do tańców, choć nasz pierwszy byłby losowo wybraną melodią ze spontaniczną kompozycją kroków. Ale na pewno wszyscy bawiliby się świetnie:)

Jak ja się czuję?
Czy ktoś wie, na jak długo wystarczy tej adrenaliny? Potrzebuję jeszcze na tydzień z lekkim hakiem. Ten stan ma swoje skutki uboczne, jak: drżenie rąk, napięcie mięśni i trudności z kontrolą reakcji emocjonalnych. Ale za to funkcjonuję jak na gigantycznym spidzie: mam dużo siły, moje myśli są skoncentrowane, skupione na bieżącym problemie. Adrenalina tworzy "szklany sufit" dla negatywnych emocji, pomaga je przejść dość szybko i zająć się kolejnym zadaniem. No i wpływ mojego przeziębienia na funkcjonowanie jest ograniczony.

Jakiego założenia musiałam się pozbyć szykując ślub i wesele?
Jak ktoś mówi, że coś zrobi, to zrobi.

A co okazało się piękną prawdą?
Nie jestem sama z tym wszystkim. Choć często tak się czuję.

sobota, 6 września 2014

Gdy nie możesz spać...

Kołysanki:

Celtic:
 https://www.youtube.com/watch?v=ROPKDUBFsEc

instrumental:
https://www.youtube.com/watch?v=zQME-ChSwNM

spokojna:
https://www.youtube.com/watch?v=bcE4tZ9aBB8

i to samo, ale ciężko po tym zasnąć:
https://www.youtube.com/watch?v=5K4PGpXsOAI

wtorek, 2 września 2014

Mam wrażenie

Wcześniejszy post był pisany przedwczoraj.

A dziś? Dziś mam wrażenie, że jest pewna grupa ludzi, która wie lepiej, co dla mnie jest dobre.I strasznie mnie to irytuje. Nie lubię, gdy ktoś niby mi daje wolny wybór, ale jednak ustawia wszystko tak, że nie mam opcji się nie zgodzić.

Otóż nie. Zamierzam być niemiła.

***
Zapytałam organistę, ile bierze za granie. Odpowiedział: "zwykle dostaję XXXzł. Ale jak tego nie będzie, to też zagram. Lubię to i chcę, żeby było dobrze".
Zapytałam M. ile weźmie za granie. Odpowiedziała: "Mam taką zasadę, że od znajomych nie biorę."
Zapytałam brata, ile mam mu zapłacić dla fotografa. Usłyszałam: "Ty się tym nie martw".
Zapytałam w końcu księdza, czy jestem mu powinna jakąś ofiarę za dokumenty. Odpowiedział po prostu: "nie".

J., dużo, bardzo dużo ludzi nam pomaga.


Monika


jedno z podstawowych imion, pochodzące prawdopodobnie od nazwy rodu.

Za Chiny Ludowe nie potrafię wymyślić czegoś sensownego o znaczeniu tego imienia. Za to o patronce mogę mówić godzinami.

            Na myśli mam św. Monikę. Na hasło: kobieta ogłoszona świętą, widzę automatycznie zakonnicę. A jednak nie w tym przypadku. Monika była żoną (nieco nieszczęśliwą) i matką (równie nieszczęśliwą) (do czasu).
            Skąd to jej nieszczęście? Oczywiście całe zło bierze się z tego, że to rodzice/opiekunowie wybierają pannie kandydata na męża. Przejechała się już na tym plejada gwiazd literatury polskiej (Cześnik z Zemsty, Kurcewicze z Ogniem i mieczem) i zagranicznej (Kapuleci z Romeo i Julii, rodzice Izoldy z Tristana i Izoldy, kto da więcej?). W realnym życiu ta sytuacja również prowadzi do tragedii. Tak, wciąż bywa, że prowadzi.
            Wracając do św. Moniki. Dostał się jej mąż porywczy i złośliwy. Wiele, wiele lat starała się o jego przemianę. Potem jej syn, Augustyn… mówiąc po naszemu: dużo imprezował, wplątał się w sektę i miał nieślubne dziecko. Monika modliła się o jego nawrócenie… 20 lat.
            Dla mnie kosmos. Gdy mam się o coś modlić 20 dni – wymiękam. Z trudem potrafię czekać 20 miesięcy. 20 lat to większość mojego życia… 

            (A w Hymnie do Miłości na pierwszym miejscu: Miłość jest cierpliwa. Nie ma „miłości instant” – zalejesz na gorąco i będzie.)

            Dlaczego Monika to robiła? Po kiego grzyba się tak wysilała? Bo chciała dla swoich chłopaków czegoś więcej, niż mieli. Marzyła, żeby żyli tym, co w jej mniemaniu daje pełnię życia.
       
„Żyj!” życzył mi ostatnio przyjaciel. Zamierzam. W pełni.

Ps: 21… 20…19...