Taki czas, że angażujemy się w wiele spraw: studia, dlatego tu jesteśmy; wspólnota lub jakaś organizacja; sekcja zadaniowa w tejże; wolontariat; albo dwa wolontariaty. Z wieloma ludźmi łączą nas niteczki relacji. Żeby były sensowne, trzeba je wiązać co jakiś czas supełkami spotkań, najlepiej twarzą w twarz. Jeszcze mamy rodziny. A czasem jesteśmy w związku (last but not least).
Są osoby, które potrafią ogarnąć wiele spraw i robić to dobrze. Zwykle śpią po 2 godziny na dobę. Żeby nie było - ja to naprawdę podziwiam, super organizacja czasu, samozaparcie, zdolność do poświęceń. Jednak wiem, że tak nie potrafię.
To nie jest kwestia czasu. On na rzeczy najważniejsze zawsze się znajdzie. Jak powiedział pewien D., ostatnio wielokrotnie cytowany: "największym kłamstwem świata jest brak czasu i pieniędzy". O co więc chodzi?
Ja nie potrafię podzielić serca. Są sprawy, które da się zrobić "rzemieślniczo". Owszem, pracuję dobrze, rzetelnie, za co jestem odpowiedzialna - to zrealizuję. Ale nie wkładam w to uczuć. Tak mam ze studiami (poza specjalizacją). Generalnie mało mnie obchodzi, co kto o mnie myśli, czy moje bycie tam coś zmieni, ile z tego wyniosę. Jasne, im więcej dobra, tym lepiej. Niewiele jednak w tym serca. Byle przejść przez to na spokojnie, na poziomie wymagań koniecznych.
Niektórych spraw nie da się przeżyć w ten sposób. To są te naj, najważniejsze, na których mi bardzo zależy. O nie się troszczę, martwię, staram się. Jak coś nie wyjdzie, to mi smutno; jak wyjdzie, to czuję, że żyję. One rozwijają, uczą najbardziej. Ale mam tego za dużo... Myśli przy jednym, myśli przy drugim, kolejnym... Serce niespokojne, więc wyłączam zaangażowanie. Zamiast czerpać i wzrastać- zaliczam.
Nie chcę tak i też nie chcę chodzić taka podzielona. Nie potrafię. Więc wybieram i choć mi smutno, że coś się kończy, spokojniej jest we mnie.
czwartek, 12 czerwca 2014
wtorek, 10 czerwca 2014
Zuzanna
Zuzanna - z hebr. szoszana (tak się jakoś wymawia); lilia
Zuzannę (tę biblijną) lubię, bo potrafi podejmować decyzje (wbrew temu, co się sądzi o płci Pięknej).
Może najpierw jej historia. Była żoną bogatego gościa, imieniem Joakim. Cała akcja dzieje się w Babilonie, czyli miejscu, gdzie nie najlepiej się dzieje (Żydzi są tam w niewoli). Tymczasem wspomnianemu małżeństwu dni upływają w dostatku. Mają nawet ogród. Niby nic, ale jak człowiek popatrzy, gdzie leży ten Babilon (zwrotnikowe upały są tam normą) lub mieszka w kamienicy w centrum, to doceni:)
Nie przedłużając: Zuzanna była "piękna i bogobojna". Dwóch starców, o dość wysokiej pozycji w mieście, zaczęło jej pożądać. I to tak, że: "zatracili rozsądek i odwrócili oczy, zaniedbując spojrzenia ku Niebu i zapominając o sprawiedliwych sądach". Wyczaili, że od czasu do czasu Zuzanna sama się kąpie w ogrodzie. Pewnego dnia, gdy odesłała służące, podeszli do niej i zagrozili, że jeśli nie prześpi się z nimi, to ogłoszą wszem i wobec, że był tu z nią młodzieniec, kochanek.
Beznadziejna sytuacja. Albo zdradzić męża, albo być oskarżoną o zdradę i w konsekwencji być skazaną na śmierć. Dla Zuzanny jednak nie tu toczy się wybór. Jeśli ulegnie starcom - nie będzie wierna sobie, temu w co wierzy, temu, komu ufa. Zaczyna więc wołać o pomoc. Przybiegają ludzie, a starcy oskarżają ją.
Prowadzi się więc Zuzannę na sąd. Przychodzi ze swoimi dziećmi, rodzicami, bliskimi. Wszyscy płaczą. Starcy podchodzą do niej, kładą jej ręce na głowie, i opowiadają taką bajeczkę, że gdy przechadzali się po ogrodzie, zobaczyli Zuzannę z kochankiem. Widząc to, podbiegli do nich, ale ów mężczyzna uciekł. Schwycili więc Zuzannę, ale ona nie chciała powiedzieć, kim on jest.
Było ich dwóch, starszych w Radzie, mężczyzn. Uwierzono im. Zuzanna, słysząc wyrok skazujący ją na śmierć, powiedziała tylko na głos: Boże, Ty wiesz, że mnie fałszywie oskarżyli.
Nie tłumaczy się. Z resztą, i tak nikt by jej nie wysłuchał. Była "tylko" kobietą. Takie czasy. Jej rodzina, bliscy, nawet mąż - wszyscy milczą. Czują, że coś jest nie tak, kochają ją - przecież z nią przyszli, płaczą. Ale nikt nie staje w jej obronie.
Tylko Bóg. Prorok Daniel, pod Jego natchnieniem, woła, że ta kobieta jest niewinna. Nie był w ogrodzie, nie zna tej sytuacji. Z mocą jednak twierdzi, że oskarżenie było fałszywe. Każe rozdzielić dwóch starców, tak by nie słyszeli swoich odpowiedzi. Po czym pyta się pierwszego, gdzie widział Zuzannę z kochankiem, ten odpowiada: pod dębem. Idzie, pyta drugiego. Ten odpowiada: pod lentyszkiem.
Pomijam pytanie, co by było, gdyby obaj strzelili w to samo drzewo? :) W każdym bądź razie - Zuzanna została oczyszczona z zarzutów.
Chyba nie mam co komentować. Historia broni się sama:)
Księga Daniela, rozdział 13.
Zuzannę (tę biblijną) lubię, bo potrafi podejmować decyzje (wbrew temu, co się sądzi o płci Pięknej).
Może najpierw jej historia. Była żoną bogatego gościa, imieniem Joakim. Cała akcja dzieje się w Babilonie, czyli miejscu, gdzie nie najlepiej się dzieje (Żydzi są tam w niewoli). Tymczasem wspomnianemu małżeństwu dni upływają w dostatku. Mają nawet ogród. Niby nic, ale jak człowiek popatrzy, gdzie leży ten Babilon (zwrotnikowe upały są tam normą) lub mieszka w kamienicy w centrum, to doceni:)
Nie przedłużając: Zuzanna była "piękna i bogobojna". Dwóch starców, o dość wysokiej pozycji w mieście, zaczęło jej pożądać. I to tak, że: "zatracili rozsądek i odwrócili oczy, zaniedbując spojrzenia ku Niebu i zapominając o sprawiedliwych sądach". Wyczaili, że od czasu do czasu Zuzanna sama się kąpie w ogrodzie. Pewnego dnia, gdy odesłała służące, podeszli do niej i zagrozili, że jeśli nie prześpi się z nimi, to ogłoszą wszem i wobec, że był tu z nią młodzieniec, kochanek.
Beznadziejna sytuacja. Albo zdradzić męża, albo być oskarżoną o zdradę i w konsekwencji być skazaną na śmierć. Dla Zuzanny jednak nie tu toczy się wybór. Jeśli ulegnie starcom - nie będzie wierna sobie, temu w co wierzy, temu, komu ufa. Zaczyna więc wołać o pomoc. Przybiegają ludzie, a starcy oskarżają ją.
Prowadzi się więc Zuzannę na sąd. Przychodzi ze swoimi dziećmi, rodzicami, bliskimi. Wszyscy płaczą. Starcy podchodzą do niej, kładą jej ręce na głowie, i opowiadają taką bajeczkę, że gdy przechadzali się po ogrodzie, zobaczyli Zuzannę z kochankiem. Widząc to, podbiegli do nich, ale ów mężczyzna uciekł. Schwycili więc Zuzannę, ale ona nie chciała powiedzieć, kim on jest.
Było ich dwóch, starszych w Radzie, mężczyzn. Uwierzono im. Zuzanna, słysząc wyrok skazujący ją na śmierć, powiedziała tylko na głos: Boże, Ty wiesz, że mnie fałszywie oskarżyli.
Nie tłumaczy się. Z resztą, i tak nikt by jej nie wysłuchał. Była "tylko" kobietą. Takie czasy. Jej rodzina, bliscy, nawet mąż - wszyscy milczą. Czują, że coś jest nie tak, kochają ją - przecież z nią przyszli, płaczą. Ale nikt nie staje w jej obronie.
Tylko Bóg. Prorok Daniel, pod Jego natchnieniem, woła, że ta kobieta jest niewinna. Nie był w ogrodzie, nie zna tej sytuacji. Z mocą jednak twierdzi, że oskarżenie było fałszywe. Każe rozdzielić dwóch starców, tak by nie słyszeli swoich odpowiedzi. Po czym pyta się pierwszego, gdzie widział Zuzannę z kochankiem, ten odpowiada: pod dębem. Idzie, pyta drugiego. Ten odpowiada: pod lentyszkiem.
Pomijam pytanie, co by było, gdyby obaj strzelili w to samo drzewo? :) W każdym bądź razie - Zuzanna została oczyszczona z zarzutów.
Chyba nie mam co komentować. Historia broni się sama:)
Księga Daniela, rozdział 13.
piątek, 6 czerwca 2014
Gdy...
Mam zasadę, że nie piszę dwóch postów jednego dnia. Ale ją złamię.
Chcę napisać, że odkryłam trzy nowe rzeczywistości, które dają wielką radość:
- usłyszeć, że wykonało się dobrą pracę,
- zrozumieć, że jest się na właściwym miejscu,
- przytulić się do tego, kogo się kocha.
Dzięki J., dzięki dziewczyny:)
Chcę napisać, że odkryłam trzy nowe rzeczywistości, które dają wielką radość:
- usłyszeć, że wykonało się dobrą pracę,
- zrozumieć, że jest się na właściwym miejscu,
- przytulić się do tego, kogo się kocha.
Dzięki J., dzięki dziewczyny:)
Kiedy...
kiedy umrę kochanie,
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem smutnym.
Czy mnie wtedy przygarniesz,
ramionami ogarniesz,
naprawisz, co popsuł los okrutny?
(Kiedy umrę kochanie, Janusz Radek) generalnie strasznie smętna piosenka.Ale ładna.
Po co udawać, że jest mi dobrze, jak nie jest? Taki dzień... Jasne, mogłabym się zmotywować i machnąć jakiś wesoły post. Poszukać szczęścia wokół siebie. Ja wiem, że ono jest...
siedzi sobie obok i czyta gazetę,
przed chwilą wyszło pobiegać,
śpiewa na cały głos pobożne piosenki,
przyjechało od mamy,
pisze pracę i się cieszy z numerków na dole stron
Jest ich więcej - to tylko te, które spotkałam w ciągu ostatniej godziny. Szczęścia moje, które mi dają wiele radości. Ale we mnie dziś jej nie ma. Taki dzień...
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem smutnym.
Czy mnie wtedy przygarniesz,
ramionami ogarniesz,
naprawisz, co popsuł los okrutny?
(Kiedy umrę kochanie, Janusz Radek) generalnie strasznie smętna piosenka.Ale ładna.
Po co udawać, że jest mi dobrze, jak nie jest? Taki dzień... Jasne, mogłabym się zmotywować i machnąć jakiś wesoły post. Poszukać szczęścia wokół siebie. Ja wiem, że ono jest...
siedzi sobie obok i czyta gazetę,
przed chwilą wyszło pobiegać,
śpiewa na cały głos pobożne piosenki,
przyjechało od mamy,
pisze pracę i się cieszy z numerków na dole stron
Jest ich więcej - to tylko te, które spotkałam w ciągu ostatniej godziny. Szczęścia moje, które mi dają wiele radości. Ale we mnie dziś jej nie ma. Taki dzień...
czwartek, 5 czerwca 2014
Praca magisterska - level recenzent; level antyplagiat
Recenzent: "Normalnie recenzuję tylko prace pisane u pana Ł. i pani C. ale ze względu na temat Pani pracy, zrecenzuję Pani."
Wow! Dzięki T.! Ale mam szczęście.
Antyplagiat:
Cudze chwalicie swego nie znacie,
bowiem nie byliście w antyplagiacie.
Gdzie plotki najświeższe i prawdy poznacie?
Gdzie? Ja wam powiem - w antyplagiacie.
Tam zdementują, że pracę macie
prawie gotową... w antyplagiacie!
Biegaj, załatwiaj, aż zedrzesz gacie
wiesz to, bo byłeś w antyplagiacie.
Wszystko załatwisz - pocieszę ja Cię
no i Pan miły w antyplagiacie.
Wow! Dzięki T.! Ale mam szczęście.
Antyplagiat:
Cudze chwalicie swego nie znacie,
bowiem nie byliście w antyplagiacie.
Gdzie plotki najświeższe i prawdy poznacie?
Gdzie? Ja wam powiem - w antyplagiacie.
Tam zdementują, że pracę macie
prawie gotową... w antyplagiacie!
Biegaj, załatwiaj, aż zedrzesz gacie
wiesz to, bo byłeś w antyplagiacie.
Wszystko załatwisz - pocieszę ja Cię
no i Pan miły w antyplagiacie.
wtorek, 3 czerwca 2014
Typy usługodawczyń okołoślubnych
1. Pani, pięknie! - spotykany wśród wielu pań sprzedających suknie ślubne. Kobietki te będą rozpływać się ze wzruszenia na widok wszystkiego, w czym się zaprezentujesz. Po wizycie w jednym z salonów, gdzie królowała sprzedawczyni tego typu, przekonano mnie, że pięknie wyglądam w princesce, prostej sukience, syrenkowej, białej, ecru, gładkiej, wzorzystej i w koronce. Zapewne ładnie by mi też było w worku na kartofle. Bez względu na krój.
2. Zagadać na śmierć - wymarzony typ dla osób, które nie wiedzą nic i nie potrafią podejmować decyzji. Te sprzedawczynie powiedzą Ci wszystko o Twojej figurze, karnacji i kroju stopy. Oczywiście dobiorą adekwatną sukienkę opisując w detalach wszystkie jej detale. Poza tym poinformują, jaka jest pogoda, na ile nie warto odwiedzać konkurencji i co jadły na śniadanie. Często spotykane w sklepach z obuwiem ślubnym.
3. Mistrzynie obowiązku - zdarza się spotkać przy pierwszym mierzeniu lub w ekskluzywnych salonach, gdzie wchodząc nie sprawiasz wrażenia opływania w gotówkę. Panie te nie podbiegną do Ciebie przy drzwiach, ale poczekają, aż rozejrzysz się i podejmiesz decyzję, że może nie dzisiaj... Jeśli będziesz trwać w oglądaniu sukienek, uprzejmie się Tobą zainteresują. Charakteryzuje je kompletny brak entuzjazmu przy heroicznej próbie bycia dobrą sprzedawczynią dla klienta, który, jak wierzą, i tak nic nie kupi.
4. Szare cienie - to najczęściej młode dziewczyny w wieku studenckim, które dopiero przyuczają się do zawodu. Snują się za swoimi kierowniczkami i pełnią rolę "przynieś" ("ten model, co wiesz, był tam, gdzie wiesz"), "podaj" ("dajże Pani ten katalog") "pozamiataj" ("idź odwieś te 56257941675 sukienek"). Uwaga! Pękają z dumy słysząc zdanie: "zajmij się Panią, ja wychodzę".
5. Psycholożki doskonałe - potrafią cudownie wczuć się w pragnienia klienta. Jeśli podoba Ci się princeska, będą wychwalały zalety princesek i Twojej pasującej do nich figury. Wychwycą każde zmarszczenie brwi potencjalnej klientki, co więcej lokalizują jego źródło, po czym dyskretnie wspominają, że ten a ten niechciany element sukienki z łatwością da się skorygować. Są zupełnie niepodatne na zachwyty grupy towarzyszącej przyszłej pannie młodej, chyba, że to nie ona płaci. Demaskują się, gdy przychodzimy drugi raz, ale podoba nam się zupełnie co innego.
6. Babki z klasą - Jest ich niewiele, ale to właśnie u nich kupuje się sukienki. Doradzą, acz nie nachalnie. Pochwalą, ale nie wszystko. Zadbają i o potencjalną klientkę, jak o jej grupę towarzyszącą. Podpowiedzą, zadbają o szczegóły techniczne i w odpowiedniej chwili włożą welon na głowę, żebyś wiedziała, że to właśnie ta jedyna. Sukienka oczywiście.
2. Zagadać na śmierć - wymarzony typ dla osób, które nie wiedzą nic i nie potrafią podejmować decyzji. Te sprzedawczynie powiedzą Ci wszystko o Twojej figurze, karnacji i kroju stopy. Oczywiście dobiorą adekwatną sukienkę opisując w detalach wszystkie jej detale. Poza tym poinformują, jaka jest pogoda, na ile nie warto odwiedzać konkurencji i co jadły na śniadanie. Często spotykane w sklepach z obuwiem ślubnym.
3. Mistrzynie obowiązku - zdarza się spotkać przy pierwszym mierzeniu lub w ekskluzywnych salonach, gdzie wchodząc nie sprawiasz wrażenia opływania w gotówkę. Panie te nie podbiegną do Ciebie przy drzwiach, ale poczekają, aż rozejrzysz się i podejmiesz decyzję, że może nie dzisiaj... Jeśli będziesz trwać w oglądaniu sukienek, uprzejmie się Tobą zainteresują. Charakteryzuje je kompletny brak entuzjazmu przy heroicznej próbie bycia dobrą sprzedawczynią dla klienta, który, jak wierzą, i tak nic nie kupi.
4. Szare cienie - to najczęściej młode dziewczyny w wieku studenckim, które dopiero przyuczają się do zawodu. Snują się za swoimi kierowniczkami i pełnią rolę "przynieś" ("ten model, co wiesz, był tam, gdzie wiesz"), "podaj" ("dajże Pani ten katalog") "pozamiataj" ("idź odwieś te 56257941675 sukienek"). Uwaga! Pękają z dumy słysząc zdanie: "zajmij się Panią, ja wychodzę".
5. Psycholożki doskonałe - potrafią cudownie wczuć się w pragnienia klienta. Jeśli podoba Ci się princeska, będą wychwalały zalety princesek i Twojej pasującej do nich figury. Wychwycą każde zmarszczenie brwi potencjalnej klientki, co więcej lokalizują jego źródło, po czym dyskretnie wspominają, że ten a ten niechciany element sukienki z łatwością da się skorygować. Są zupełnie niepodatne na zachwyty grupy towarzyszącej przyszłej pannie młodej, chyba, że to nie ona płaci. Demaskują się, gdy przychodzimy drugi raz, ale podoba nam się zupełnie co innego.
6. Babki z klasą - Jest ich niewiele, ale to właśnie u nich kupuje się sukienki. Doradzą, acz nie nachalnie. Pochwalą, ale nie wszystko. Zadbają i o potencjalną klientkę, jak o jej grupę towarzyszącą. Podpowiedzą, zadbają o szczegóły techniczne i w odpowiedniej chwili włożą welon na głowę, żebyś wiedziała, że to właśnie ta jedyna. Sukienka oczywiście.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Sekcja Specjalna - Czas znajdywania
Tyle dni nieba nie dotykać,
Tyle lat nie przeczuwać nic,
Tyle chwil stracić bezpowrotnie,
I w ciemności tkwić.
Liceum: Szukaj... szukaj... szukaj... rozeznawaj... Jestem tu, gdzie zwykle ludzie słyszą Twój głos, odnajdują sens. W końcu - byliśmy umówieni. A Ciebie nie ma. Milczysz. Znów nie przyszedłeś.
Początek studiów: Wybrałam, a jednak chyba nie wiem może źle. To poznaję po niepokoju. Niby jest ok. Właściwie. Uczciwie. Serce rozkopane na dwie części, wydobyte na wierzch talenty i umiejętności. Znam siebie na wskroś. Wybrałam. A jednak chyba nie wiem... może źle.
Tyle dni gonić, nieuchwytne.
Tyle lat błądzić jak we mgle.
Tyle chwil patrzeć i nie widzieć
Nic i mylić się.
Studia w pełni: Moje drugie imię to: stan permanentnej niewiedzy (dobrze, że drugie, bo ile czasu by schodziło na podpisywanie się...). Dobrze więc, odpuszczam. Mam dość. Jednak siebie nie znam. Mam w sobie talenty, których wcześniej nie podejrzewałam. Niestety, są też sprawy, z którymi sobie nie radzę. Zatrzaśnięte drzwi do kilku pokoi w sercu.
Stoję tu, patrzę prosto w światło.
Stoję tu, myśli mkną jak wiatr.
Nagle wiem, to nie jest sen
To tutaj jest mój świat!
Końcówka studiów: Czy to się wie tak nagle, z dnia na dzień? Dziś nie wiem, jutro wiem? Tak - wyraźna jest decyzja. Ale dochodzenie do niej trwa. Tak naprawdę - wiedziałam już wcześniej. Tylko bałam się uwierzyć, że to szczęście może dotyczyć właśnie mnie.
Może:)
Tyle lat nie przeczuwać nic,
Tyle chwil stracić bezpowrotnie,
I w ciemności tkwić.
Liceum: Szukaj... szukaj... szukaj... rozeznawaj... Jestem tu, gdzie zwykle ludzie słyszą Twój głos, odnajdują sens. W końcu - byliśmy umówieni. A Ciebie nie ma. Milczysz. Znów nie przyszedłeś.
Zasypana ścieżka nętna,
ścieżka trudna, lecz
nie błędna.
Ścieżka prosta, ścieżka
krzywa,
która z nich jest ta
właściwa?
Czy się cofać, czy iść
dalej,
dziecko drogie nie wie
wcale.
Bo tam mgła i tu, lecz
czarna.
Ta niepewność jest
koszmarna.
Prześladuje wciąż: „a
jeśli?”
Trzeba było wybrać
wcześniej.
Początek studiów: Wybrałam, a jednak chyba nie wiem może źle. To poznaję po niepokoju. Niby jest ok. Właściwie. Uczciwie. Serce rozkopane na dwie części, wydobyte na wierzch talenty i umiejętności. Znam siebie na wskroś. Wybrałam. A jednak chyba nie wiem... może źle.
Tyle dni gonić, nieuchwytne.
Tyle lat błądzić jak we mgle.
Tyle chwil patrzeć i nie widzieć
Nic i mylić się.
Studia w pełni: Moje drugie imię to: stan permanentnej niewiedzy (dobrze, że drugie, bo ile czasu by schodziło na podpisywanie się...). Dobrze więc, odpuszczam. Mam dość. Jednak siebie nie znam. Mam w sobie talenty, których wcześniej nie podejrzewałam. Niestety, są też sprawy, z którymi sobie nie radzę. Zatrzaśnięte drzwi do kilku pokoi w sercu.
Nie trafi Cię żaden piorun, nie huknie grom.
Aniołów chór nie zaśpiewa, nie zagra dzwon.
Miłość zaszepta Ci cichutko.
Zrozumiesz tylko Ty i Bóg.
4 rok studiów: Pamiętasz, jak się wtedy modliłam? "Nie pokazuj mi mojej ścieżki. Proszę, popchnij mnie na nią." I tak zrobiłeś, ale to nie był ten długo wyczekiwany snop światła, grom z jasnego nieba. W ciemno trzeba było zaufać. Nie znając celu, więcej - nie akceptując celu, iść.
Stoję tu, patrzę prosto w światło.
Stoję tu, myśli mkną jak wiatr.
Nagle wiem, to nie jest sen
To tutaj jest mój świat!
Końcówka studiów: Czy to się wie tak nagle, z dnia na dzień? Dziś nie wiem, jutro wiem? Tak - wyraźna jest decyzja. Ale dochodzenie do niej trwa. Tak naprawdę - wiedziałam już wcześniej. Tylko bałam się uwierzyć, że to szczęście może dotyczyć właśnie mnie.
Może:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)