Mam zasadę, że nie piszę dwóch postów jednego dnia. Ale ją złamię.
Chcę napisać, że odkryłam trzy nowe rzeczywistości, które dają wielką radość:
- usłyszeć, że wykonało się dobrą pracę,
- zrozumieć, że jest się na właściwym miejscu,
- przytulić się do tego, kogo się kocha.
Dzięki J., dzięki dziewczyny:)
piątek, 6 czerwca 2014
Kiedy...
kiedy umrę kochanie,
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem smutnym.
Czy mnie wtedy przygarniesz,
ramionami ogarniesz,
naprawisz, co popsuł los okrutny?
(Kiedy umrę kochanie, Janusz Radek) generalnie strasznie smętna piosenka.Ale ładna.
Po co udawać, że jest mi dobrze, jak nie jest? Taki dzień... Jasne, mogłabym się zmotywować i machnąć jakiś wesoły post. Poszukać szczęścia wokół siebie. Ja wiem, że ono jest...
siedzi sobie obok i czyta gazetę,
przed chwilą wyszło pobiegać,
śpiewa na cały głos pobożne piosenki,
przyjechało od mamy,
pisze pracę i się cieszy z numerków na dole stron
Jest ich więcej - to tylko te, które spotkałam w ciągu ostatniej godziny. Szczęścia moje, które mi dają wiele radości. Ale we mnie dziś jej nie ma. Taki dzień...
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem smutnym.
Czy mnie wtedy przygarniesz,
ramionami ogarniesz,
naprawisz, co popsuł los okrutny?
(Kiedy umrę kochanie, Janusz Radek) generalnie strasznie smętna piosenka.Ale ładna.
Po co udawać, że jest mi dobrze, jak nie jest? Taki dzień... Jasne, mogłabym się zmotywować i machnąć jakiś wesoły post. Poszukać szczęścia wokół siebie. Ja wiem, że ono jest...
siedzi sobie obok i czyta gazetę,
przed chwilą wyszło pobiegać,
śpiewa na cały głos pobożne piosenki,
przyjechało od mamy,
pisze pracę i się cieszy z numerków na dole stron
Jest ich więcej - to tylko te, które spotkałam w ciągu ostatniej godziny. Szczęścia moje, które mi dają wiele radości. Ale we mnie dziś jej nie ma. Taki dzień...
czwartek, 5 czerwca 2014
Praca magisterska - level recenzent; level antyplagiat
Recenzent: "Normalnie recenzuję tylko prace pisane u pana Ł. i pani C. ale ze względu na temat Pani pracy, zrecenzuję Pani."
Wow! Dzięki T.! Ale mam szczęście.
Antyplagiat:
Cudze chwalicie swego nie znacie,
bowiem nie byliście w antyplagiacie.
Gdzie plotki najświeższe i prawdy poznacie?
Gdzie? Ja wam powiem - w antyplagiacie.
Tam zdementują, że pracę macie
prawie gotową... w antyplagiacie!
Biegaj, załatwiaj, aż zedrzesz gacie
wiesz to, bo byłeś w antyplagiacie.
Wszystko załatwisz - pocieszę ja Cię
no i Pan miły w antyplagiacie.
Wow! Dzięki T.! Ale mam szczęście.
Antyplagiat:
Cudze chwalicie swego nie znacie,
bowiem nie byliście w antyplagiacie.
Gdzie plotki najświeższe i prawdy poznacie?
Gdzie? Ja wam powiem - w antyplagiacie.
Tam zdementują, że pracę macie
prawie gotową... w antyplagiacie!
Biegaj, załatwiaj, aż zedrzesz gacie
wiesz to, bo byłeś w antyplagiacie.
Wszystko załatwisz - pocieszę ja Cię
no i Pan miły w antyplagiacie.
wtorek, 3 czerwca 2014
Typy usługodawczyń okołoślubnych
1. Pani, pięknie! - spotykany wśród wielu pań sprzedających suknie ślubne. Kobietki te będą rozpływać się ze wzruszenia na widok wszystkiego, w czym się zaprezentujesz. Po wizycie w jednym z salonów, gdzie królowała sprzedawczyni tego typu, przekonano mnie, że pięknie wyglądam w princesce, prostej sukience, syrenkowej, białej, ecru, gładkiej, wzorzystej i w koronce. Zapewne ładnie by mi też było w worku na kartofle. Bez względu na krój.
2. Zagadać na śmierć - wymarzony typ dla osób, które nie wiedzą nic i nie potrafią podejmować decyzji. Te sprzedawczynie powiedzą Ci wszystko o Twojej figurze, karnacji i kroju stopy. Oczywiście dobiorą adekwatną sukienkę opisując w detalach wszystkie jej detale. Poza tym poinformują, jaka jest pogoda, na ile nie warto odwiedzać konkurencji i co jadły na śniadanie. Często spotykane w sklepach z obuwiem ślubnym.
3. Mistrzynie obowiązku - zdarza się spotkać przy pierwszym mierzeniu lub w ekskluzywnych salonach, gdzie wchodząc nie sprawiasz wrażenia opływania w gotówkę. Panie te nie podbiegną do Ciebie przy drzwiach, ale poczekają, aż rozejrzysz się i podejmiesz decyzję, że może nie dzisiaj... Jeśli będziesz trwać w oglądaniu sukienek, uprzejmie się Tobą zainteresują. Charakteryzuje je kompletny brak entuzjazmu przy heroicznej próbie bycia dobrą sprzedawczynią dla klienta, który, jak wierzą, i tak nic nie kupi.
4. Szare cienie - to najczęściej młode dziewczyny w wieku studenckim, które dopiero przyuczają się do zawodu. Snują się za swoimi kierowniczkami i pełnią rolę "przynieś" ("ten model, co wiesz, był tam, gdzie wiesz"), "podaj" ("dajże Pani ten katalog") "pozamiataj" ("idź odwieś te 56257941675 sukienek"). Uwaga! Pękają z dumy słysząc zdanie: "zajmij się Panią, ja wychodzę".
5. Psycholożki doskonałe - potrafią cudownie wczuć się w pragnienia klienta. Jeśli podoba Ci się princeska, będą wychwalały zalety princesek i Twojej pasującej do nich figury. Wychwycą każde zmarszczenie brwi potencjalnej klientki, co więcej lokalizują jego źródło, po czym dyskretnie wspominają, że ten a ten niechciany element sukienki z łatwością da się skorygować. Są zupełnie niepodatne na zachwyty grupy towarzyszącej przyszłej pannie młodej, chyba, że to nie ona płaci. Demaskują się, gdy przychodzimy drugi raz, ale podoba nam się zupełnie co innego.
6. Babki z klasą - Jest ich niewiele, ale to właśnie u nich kupuje się sukienki. Doradzą, acz nie nachalnie. Pochwalą, ale nie wszystko. Zadbają i o potencjalną klientkę, jak o jej grupę towarzyszącą. Podpowiedzą, zadbają o szczegóły techniczne i w odpowiedniej chwili włożą welon na głowę, żebyś wiedziała, że to właśnie ta jedyna. Sukienka oczywiście.
2. Zagadać na śmierć - wymarzony typ dla osób, które nie wiedzą nic i nie potrafią podejmować decyzji. Te sprzedawczynie powiedzą Ci wszystko o Twojej figurze, karnacji i kroju stopy. Oczywiście dobiorą adekwatną sukienkę opisując w detalach wszystkie jej detale. Poza tym poinformują, jaka jest pogoda, na ile nie warto odwiedzać konkurencji i co jadły na śniadanie. Często spotykane w sklepach z obuwiem ślubnym.
3. Mistrzynie obowiązku - zdarza się spotkać przy pierwszym mierzeniu lub w ekskluzywnych salonach, gdzie wchodząc nie sprawiasz wrażenia opływania w gotówkę. Panie te nie podbiegną do Ciebie przy drzwiach, ale poczekają, aż rozejrzysz się i podejmiesz decyzję, że może nie dzisiaj... Jeśli będziesz trwać w oglądaniu sukienek, uprzejmie się Tobą zainteresują. Charakteryzuje je kompletny brak entuzjazmu przy heroicznej próbie bycia dobrą sprzedawczynią dla klienta, który, jak wierzą, i tak nic nie kupi.
4. Szare cienie - to najczęściej młode dziewczyny w wieku studenckim, które dopiero przyuczają się do zawodu. Snują się za swoimi kierowniczkami i pełnią rolę "przynieś" ("ten model, co wiesz, był tam, gdzie wiesz"), "podaj" ("dajże Pani ten katalog") "pozamiataj" ("idź odwieś te 56257941675 sukienek"). Uwaga! Pękają z dumy słysząc zdanie: "zajmij się Panią, ja wychodzę".
5. Psycholożki doskonałe - potrafią cudownie wczuć się w pragnienia klienta. Jeśli podoba Ci się princeska, będą wychwalały zalety princesek i Twojej pasującej do nich figury. Wychwycą każde zmarszczenie brwi potencjalnej klientki, co więcej lokalizują jego źródło, po czym dyskretnie wspominają, że ten a ten niechciany element sukienki z łatwością da się skorygować. Są zupełnie niepodatne na zachwyty grupy towarzyszącej przyszłej pannie młodej, chyba, że to nie ona płaci. Demaskują się, gdy przychodzimy drugi raz, ale podoba nam się zupełnie co innego.
6. Babki z klasą - Jest ich niewiele, ale to właśnie u nich kupuje się sukienki. Doradzą, acz nie nachalnie. Pochwalą, ale nie wszystko. Zadbają i o potencjalną klientkę, jak o jej grupę towarzyszącą. Podpowiedzą, zadbają o szczegóły techniczne i w odpowiedniej chwili włożą welon na głowę, żebyś wiedziała, że to właśnie ta jedyna. Sukienka oczywiście.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Sekcja Specjalna - Czas znajdywania
Tyle dni nieba nie dotykać,
Tyle lat nie przeczuwać nic,
Tyle chwil stracić bezpowrotnie,
I w ciemności tkwić.
Liceum: Szukaj... szukaj... szukaj... rozeznawaj... Jestem tu, gdzie zwykle ludzie słyszą Twój głos, odnajdują sens. W końcu - byliśmy umówieni. A Ciebie nie ma. Milczysz. Znów nie przyszedłeś.
Początek studiów: Wybrałam, a jednak chyba nie wiem może źle. To poznaję po niepokoju. Niby jest ok. Właściwie. Uczciwie. Serce rozkopane na dwie części, wydobyte na wierzch talenty i umiejętności. Znam siebie na wskroś. Wybrałam. A jednak chyba nie wiem... może źle.
Tyle dni gonić, nieuchwytne.
Tyle lat błądzić jak we mgle.
Tyle chwil patrzeć i nie widzieć
Nic i mylić się.
Studia w pełni: Moje drugie imię to: stan permanentnej niewiedzy (dobrze, że drugie, bo ile czasu by schodziło na podpisywanie się...). Dobrze więc, odpuszczam. Mam dość. Jednak siebie nie znam. Mam w sobie talenty, których wcześniej nie podejrzewałam. Niestety, są też sprawy, z którymi sobie nie radzę. Zatrzaśnięte drzwi do kilku pokoi w sercu.
Stoję tu, patrzę prosto w światło.
Stoję tu, myśli mkną jak wiatr.
Nagle wiem, to nie jest sen
To tutaj jest mój świat!
Końcówka studiów: Czy to się wie tak nagle, z dnia na dzień? Dziś nie wiem, jutro wiem? Tak - wyraźna jest decyzja. Ale dochodzenie do niej trwa. Tak naprawdę - wiedziałam już wcześniej. Tylko bałam się uwierzyć, że to szczęście może dotyczyć właśnie mnie.
Może:)
Tyle lat nie przeczuwać nic,
Tyle chwil stracić bezpowrotnie,
I w ciemności tkwić.
Liceum: Szukaj... szukaj... szukaj... rozeznawaj... Jestem tu, gdzie zwykle ludzie słyszą Twój głos, odnajdują sens. W końcu - byliśmy umówieni. A Ciebie nie ma. Milczysz. Znów nie przyszedłeś.
Zasypana ścieżka nętna,
ścieżka trudna, lecz
nie błędna.
Ścieżka prosta, ścieżka
krzywa,
która z nich jest ta
właściwa?
Czy się cofać, czy iść
dalej,
dziecko drogie nie wie
wcale.
Bo tam mgła i tu, lecz
czarna.
Ta niepewność jest
koszmarna.
Prześladuje wciąż: „a
jeśli?”
Trzeba było wybrać
wcześniej.
Początek studiów: Wybrałam, a jednak chyba nie wiem może źle. To poznaję po niepokoju. Niby jest ok. Właściwie. Uczciwie. Serce rozkopane na dwie części, wydobyte na wierzch talenty i umiejętności. Znam siebie na wskroś. Wybrałam. A jednak chyba nie wiem... może źle.
Tyle dni gonić, nieuchwytne.
Tyle lat błądzić jak we mgle.
Tyle chwil patrzeć i nie widzieć
Nic i mylić się.
Studia w pełni: Moje drugie imię to: stan permanentnej niewiedzy (dobrze, że drugie, bo ile czasu by schodziło na podpisywanie się...). Dobrze więc, odpuszczam. Mam dość. Jednak siebie nie znam. Mam w sobie talenty, których wcześniej nie podejrzewałam. Niestety, są też sprawy, z którymi sobie nie radzę. Zatrzaśnięte drzwi do kilku pokoi w sercu.
Nie trafi Cię żaden piorun, nie huknie grom.
Aniołów chór nie zaśpiewa, nie zagra dzwon.
Miłość zaszepta Ci cichutko.
Zrozumiesz tylko Ty i Bóg.
4 rok studiów: Pamiętasz, jak się wtedy modliłam? "Nie pokazuj mi mojej ścieżki. Proszę, popchnij mnie na nią." I tak zrobiłeś, ale to nie był ten długo wyczekiwany snop światła, grom z jasnego nieba. W ciemno trzeba było zaufać. Nie znając celu, więcej - nie akceptując celu, iść.
Stoję tu, patrzę prosto w światło.
Stoję tu, myśli mkną jak wiatr.
Nagle wiem, to nie jest sen
To tutaj jest mój świat!
Końcówka studiów: Czy to się wie tak nagle, z dnia na dzień? Dziś nie wiem, jutro wiem? Tak - wyraźna jest decyzja. Ale dochodzenie do niej trwa. Tak naprawdę - wiedziałam już wcześniej. Tylko bałam się uwierzyć, że to szczęście może dotyczyć właśnie mnie.
Może:)
piątek, 30 maja 2014
Estera
Estera - gwiazdka
Zabawne, wcześniej nazywała się Hadassa co znaczy mirt.
Mirt (symbolika) - miłość, wierność, piękno, czystość, szczęście.
A później zabrano ją do pałacu króla Perskiego. Ów król, Aswerus, porzucił swoją pierwszą żonę, Waszti, bo nie przyszła, gdy ją wzywał (no, no, przegięła). Władca, wiadomo, nie może obejść się bez żony, więc kazał zebrać z całego kraju piękne dziewice. Każdej nocy zapraszał do siebie jedną z nich. Tą, która mu się najbardziej spodobała, miał uczynić swoją żoną.
Straszna tragedia dla młodej dziewczyny, żydówki - Hadassy. Została zabrana ze swojego domu, nie mogła ujawniać swojego pochodzenia no i czekała ją noc z królem. A gdyby mu się nie spodobała i ją oddalił z pałacu, to przecież znamy mentalność tamtych czasów: nikt nie chciałby za żonę kobiety, która nie jest już dziewicą. Pomijając fakt, że sypianie ze sobą przed ślubem również w tamtych czasach było grzechem, pomijając fakt, że Aswerus był poganinem, a Żydom nie wolno było wiązać się z poganami.
O czym to ja mówiłam? Aha, było beznadziejnie. Ale Estera swoją wyjątkową kobiecością: "pozyskała sobie życzliwość wszystkich, którzy na nią patrzyli" (Est 2,15) Król nie był wyjątkiem: "umiłował Esterę nad wszystkie kobiety (...) i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową w miejsce Waszti" (Est 2,17).
Potem następuje piękna historia o tym, jak Estera uratowała Żydów od ludobójstwa, bo ów król przyklasnął takiemu pomysłowi i złożył nieodwołalny dekret, że tego a tego dnia wszyscy Żydzi mają być zabici a ich majątek skonfiskowany. Esterze udało się temu zapobiec. Generalnie warto doczytać, polecam (nawiasem mówiąc - historia godna filmu).
Ale mnie urzeka w tej historii sam jej początek. Odebrano jej wszystko. Nawet imię, czyli to, kim była, sens jej życia. A jednak potrafiła w tym wszystkim być taka piękna, kobieca, dobra i życzliwa, że zjednywała sobie serca ludzi. Jaśniała pomiędzy nimi.
Zabawne, wcześniej nazywała się Hadassa co znaczy mirt.
Mirt (symbolika) - miłość, wierność, piękno, czystość, szczęście.
A później zabrano ją do pałacu króla Perskiego. Ów król, Aswerus, porzucił swoją pierwszą żonę, Waszti, bo nie przyszła, gdy ją wzywał (no, no, przegięła). Władca, wiadomo, nie może obejść się bez żony, więc kazał zebrać z całego kraju piękne dziewice. Każdej nocy zapraszał do siebie jedną z nich. Tą, która mu się najbardziej spodobała, miał uczynić swoją żoną.
Straszna tragedia dla młodej dziewczyny, żydówki - Hadassy. Została zabrana ze swojego domu, nie mogła ujawniać swojego pochodzenia no i czekała ją noc z królem. A gdyby mu się nie spodobała i ją oddalił z pałacu, to przecież znamy mentalność tamtych czasów: nikt nie chciałby za żonę kobiety, która nie jest już dziewicą. Pomijając fakt, że sypianie ze sobą przed ślubem również w tamtych czasach było grzechem, pomijając fakt, że Aswerus był poganinem, a Żydom nie wolno było wiązać się z poganami.
O czym to ja mówiłam? Aha, było beznadziejnie. Ale Estera swoją wyjątkową kobiecością: "pozyskała sobie życzliwość wszystkich, którzy na nią patrzyli" (Est 2,15) Król nie był wyjątkiem: "umiłował Esterę nad wszystkie kobiety (...) i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową w miejsce Waszti" (Est 2,17).
Potem następuje piękna historia o tym, jak Estera uratowała Żydów od ludobójstwa, bo ów król przyklasnął takiemu pomysłowi i złożył nieodwołalny dekret, że tego a tego dnia wszyscy Żydzi mają być zabici a ich majątek skonfiskowany. Esterze udało się temu zapobiec. Generalnie warto doczytać, polecam (nawiasem mówiąc - historia godna filmu).
Ale mnie urzeka w tej historii sam jej początek. Odebrano jej wszystko. Nawet imię, czyli to, kim była, sens jej życia. A jednak potrafiła w tym wszystkim być taka piękna, kobieca, dobra i życzliwa, że zjednywała sobie serca ludzi. Jaśniała pomiędzy nimi.
czwartek, 29 maja 2014
Sekcja Specjalna
Wśród księżniczek siedzących na wieży wyróżniamy:
a) https://www.youtube.com/watch?v=gILIhQrXzBI
b) https://www.youtube.com/watch?v=6SH8UkPutI4
c)
„Daleko, daleko stąd, czyli za Kurdwanowem, żyła sobie księżniczka Izolda. Przez długi czas mieszkała z rodzicami, ale w końcu dorosła i postanowiła się wyprowadzić. Chodząc na spacery do lasku Wolskiego, znalazła wysoką, opustoszałą wieżę. Pomachała rodzicom na pożegnanie i tam się przeprowadziła. Wieża wydawała się idealna. Okolica również. Pewnego razu na spacerze księżniczka Izolda spotkała swoje sąsiadki – księżniczkę Brunhildę i księżniczkę Anastazję. Polubiły się na pierwszy rzut oka i zostały przyjaciółkami.
a) https://www.youtube.com/watch?v=gILIhQrXzBI
b) https://www.youtube.com/watch?v=6SH8UkPutI4
c)
„Daleko, daleko stąd, czyli za Kurdwanowem, żyła sobie księżniczka Izolda. Przez długi czas mieszkała z rodzicami, ale w końcu dorosła i postanowiła się wyprowadzić. Chodząc na spacery do lasku Wolskiego, znalazła wysoką, opustoszałą wieżę. Pomachała rodzicom na pożegnanie i tam się przeprowadziła. Wieża wydawała się idealna. Okolica również. Pewnego razu na spacerze księżniczka Izolda spotkała swoje sąsiadki – księżniczkę Brunhildę i księżniczkę Anastazję. Polubiły się na pierwszy rzut oka i zostały przyjaciółkami.
Pewnego dnia Izolda spoglądała ze szczytu
swojej wieży na okolicę. Nagle posmutniała... Niektóre drzewa w lesie były tak
wysokie, że zasłaniały jej widok.
Postanowiła dobudować piętro. Układała cegły, mieszała zaprawę, w końcu
położyła dach. Po czym zaprosiła Brunhildę i Anastazję na parapetówkę.
Pogadały, potańczyły i poszły do domu.
Następnego dnia Izolda znów weszła na
najwyższe piętro wieży. I znów posmutniała… Jej wieża była niższa, niż wieża
Brunhildy. Dobudowała więc kolejne piętro. Układała cegły, mieszała zaprawę, w
końcu położyła dach. Ale wciąż nie była zadowolona ze swojej wieży. Odtąd
całymi dniami coś tam w niej naprawiała, przybijała gwoździe, tapetowała. No i
cały czas dobudowywawała nowe piętra. W końcu tak ją to pochłonęło, że
przestała wychodzić na zewnątrz.
Co gorsza tuż przy wieży zamieszkał smok.
Zniszczył schody na pierwszych piętrach i nie dopuszczał nikogo bliżej, nawet
Brunhildy i Anastazji, które starały się jakoś wyciągnąć z wieży Izoldę.
Księżniczka wciąż budowała i ulepszała, w końcu zapomniała o zewnętrznym
świecie.
Aż tu nagle pojawił się książę i zobaczył
księżniczkę jak w oknie mieszała zaprawę i zakochał się w niej od pierwszego
wejrzenia. Smok akurat spał. Rycerz po cichu zbliżył się do wieży i zaczął
myśleć, jakby tu wejść w górę. Księżniczka wyjrzała przez okno i zdziwiła się
bardzo! Rzadko rozmawiała z książętami. On tym czasem oglądał ściany wieży i
próbował się wspinać. Księżniczka przestraszyła się. „Och nie! Po co mi jakiś książę? Co ja
miałabym z nim zrobić?” Z nerwów zaczęła tupać w podłogę, a przez to obudził
się smok i przegonił księcia.
On uciekał daleko i długo, bo aż na
Wzgórza Krzesławickie. Tam opowiedział swoim kolegom o tajemniczej i pięknej
księżniczce. Nie minęło dużo czasu, aż pod wieżę udał się kolejny książę.
Księżniczka tymczasem zaczęła się czuć samotna i postanowiła przyjrzeć się
księciu bliżej. Ten, przyjechał przygotowany (smok znów akurat spał). Próbował
zarzucić sieci na wyglądającą z okna księżniczkę i ściągnąć ją na dół, ale
wieża była rzeczywiście zbyt wysoka. Więc wspiął się na pobliskie drzewo. Ale
gdy księżniczka zobaczyła go z bliska, bardzo się rozczarowała. Nie przypominał
zupełnie księcia, którego sobie kiedyś wymarzyła. Zamknęła więc okno z hukiem,
który obudził smoka. Książę tak się przestraszył, że uciekał aż do Myślenic. A
smok porozwalał wszystkie okoliczne drzewa.
Księżniczka długo, długo siedziała sama.
I zaczęła smutnieć coraz bardziej. Trochę jeszcze budowała, ale nie sprawiało jej
to radości.
W jednym z tych smutnych, samotnych dni
pojawił się Książę. Miał pecha, bo akurat smok nie spał. Księżniczka ze
strachem przyglądała się z okna, jak obaj mierzyli się wzrokiem. Książę
zaatakował i przegonił smoka, który odszedł na chwilę nabrać sił, ale
niedaleko.
„Zrzuć mi swój warkocz, to wejdę po nim!”
pokazał na migi książę. Ale warkocz
księżniczki był za krótki i słaby, żeby rycerz mógł po nim wejść. „Skacz!”
pokazał znów na migi książę. Ale księżniczka się bała, bo jej wieża była
naprawdę wysoka. I gdy tak myśleli, co by tu zrobić smok powrócił, zaatakował i
zranił księcia, który ledwo uciekł. Ale niedaleko. Został, bo obiecał sobie, że
uwolni księżniczkę.
I na tym moglibyśmy skończyć tę opowieść.
Książę nie odjechał, ale słabł coraz bardziej w kolejnych starciach ze smokiem.
Księżniczka siedziała na wieży, samotna i coraz bardziej smutna…”
A pytanie brzmi: jak zejść z tej cholernej wieży?
Subskrybuj:
Posty (Atom)